Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 76 gości
S T A R T
Sunday 18 February 2018 11:19:45.25.
migawki
Kacyk małego azjatyckiego kraiku, sam oskarżony przez policje o korupcję [żonusia tyż.. ] ośmiela się wzywać Premiera Polski na dywanik za stwierdzenie: „Byli polscy zbrodniarze, tak jak byli żydowscy zbrodniarze, tak jak byli rosyjscy zbrodniarze, czy ukraińscy - nie tylko niemieccy”. To nie tylko bezbrzeżna hucpa i pycha. To znak, że kacyk jest wykonawcą woli „międzynarodowego bankiera”, więc też wyraża „Międzynarodową Opinię”. Niejaki Lauder ze Światowego Kongres Żydów (WJC) to potwierdza.

 
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
 
POLECANE
Po ultimatum Departamentu Stanu Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
05.02.2018.

Po ultimatum Departamentu Stanu



Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4137

Komentarz  •  serwis „Prawy.pl” (prawy.pl)  •  5 lutego 2018



Ostrzeżenie wystosowane wobec Polski przez amerykański Departament Stanu, że nowelizacja ustawy o IPN „może mieć wpływ na strategiczne interesy Polski, a także jej relacje ze Stanami Zjednoczonymi”, pozwala na wyciągnięcie licznych wniosków.

Po pierwsze – pokazuje jakie konsekwencje pociągnęła za sobą praktyka rozbijania Polonii Amerykańskiej przez komunistyczne służby PRL, kontynuowana następnie przez realizującego żydowskie interesy w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych profesora Bronisława Geremka.

Warto przypomnieć, że gdy prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Edward Moskal, pod petycją do Kongresu USA w sprawie przyjęcia Polski do NATO zebrał 9 milionów podpisów, natychmiast rozpoczęła się, inspirowana przez warszawskie MSZ kampania dyskredytowania prezesa Moskala na terenie amerykańskim, jako „antysemity”.

Prezes Moskal rzeczywiście nie kucał przed Żydami, bo nie widział takiego powodu, ale to był tylko pretekst, bo tak naprawdę chodziło o to, że pokazał, iż przynajmniej w niektórych sprawach można Polonię Amerykańską politycznie zintegrować, a 9 milionów głosów żaden polityk amerykański nie mógłby zlekceważyć.

To by jednak oznaczało, że w USA może pojawić się polskie lobby polityczne, a po co tam ono, skoro jest już lobby żydowskie, a między żydowską diasporą, a w szczególności – między żydowskimi organizacjami przemysłu holokaustu, a Polską pojawił się konflikt interesów na tle tak zwanych „roszczeń”, jakie organizacje te wysuwały pod adresem Polski.

Toteż w rezultacie tej kampanii prezes największej polskiej organizacji w USA przestał by przyjmowany w Białym Domu, a Polonia nadal była rozbijana zarówno przez nasyłaną z Polski bezpieczniacką agenturę, tym razem firmowana przez stare kiejkuty, czyli WSI, które ściśle współdziałały z placówkami dyplomatycznymi i konsularnymi Rzeczypospolitej, poobsadzanymi przez „zespół skompletowany w MSZ przez Bronisława Geremka”.

Toteż w sytuacji, gdy Polsce i narodowi polskiemu zagroziło niebezpieczeństwo w postaci ustawy nr 447 (1226), Polonia Amerykańska dopiero próbuje zaimprowizować coś na kształt politycznego lobby, w którym uczestniczą nie tylko działacze, ale wielu zwykłych Polaków – ludzi dobrej woli. Wskutek tolerowania w Polsce żydowskiej dywersji kraj nasz stracił co najmniej 20 lat i jest kompletnie nieprzygotowany do zaistniałej sytuacji.

Po drugie – zagadkowe i tchórzliwe milczenie pana prezydenta Andrzeja Dudy i rządu w sprawie wspomnianych ustaw budzi najgorsze podejrzenia, że zarówno pan prezydent, jak i rząd mogli poczynić stronie żydowskiej jakieś obietnice, albo nawet dokonać ustaleń, które tylko wobec polskiej opinii publicznej mają pozostać jak najdłużej tajemnicą.

Pan prezydent Duda bowiem podczas swojego pobytu w Nowym Jorku, odbył prawie dwugodzinną rozmowę z przedstawicielami żydowskich organizacji przemysłu holokaustu, ale Kancelaria Prezydenta, mimo licznych próśb ze strony obywateli, nie podała komunikatu na temat treści tej rozmowy, a to, co o niej wiemy, pochodzi wyłącznie z wypowiedzi szefa żydowskiej Ligi Antydefamacyjnej Abrahama Foxmana, dla nowojorskiej prasy. Pan Foxman ujawnił, że sprawa „roszczeń” była omawiana, ale nie powiedział, czy pan prezydent Duda złożył w tej sprawie jakieś zobowiązania.

Podobnie było w przypadku wizyty rządu in corpore w Izraelu, na temat której polska opinia publiczna tak dobrze, jak nic nie wie. Podejrzenia te pogłębia okoliczność, że podczas ostatniej wizyty sekretarza stanu USA Rexa Tillersona w Warszawie, prezes Kaczyński nie ośmielił się zagadnąć go o wspomniane ustawy, co zresztą sam przyznał podczas konferencji prasowej. Czy dlatego, że jest nieśmiały, czy dlatego, że sprawa tych ustaw została już wcześniej z prezydentem i rządem Rzeczypospolitej uzgodniona?

To trzeba by wyjaśnić i to w miarę szybko, żeby lobbujacy na rzecz Polski i narodu polskiego działacze Polonii Amerykańskiej wiedzieli na czym stoją – że na przykład nie mogą liczyć na wsparcie polskiego prezydenta i rządu dlatego, że boi się on kierować pod adresem władz USA jakichkolwiek próśb, czy dlatego, że na przykład dopuścił się zdrady i tylko próbuje utrzymać ten fakt jak najdłużej w tajemnicy przez polską opinią.

Po trzecie – że tak oto mszczą się na sytuacji Polski i narodu polskiego zaniechania, a nawet łajdactwa, jakich dopuścili się konstytucyjni przedstawiciele Polski w przeszłości.

Mam tu na myśli zachowanie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, którego uważam za prawdziwe nieszczęście dla naszego i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju. Wraz z premierem Leszkiem Millerem, z pominięciem Sejmu, wprowadził on polski kontyngent wojskowy do Iraku, co samo w sobie żadnym błędem nie było – ale nie zrobił nic, by w związku ze spełnieniem ten amerykańskiej prośby, poprosić prezydenta Busha o dwie sprawy: deklarację, że rząd USA nie będzie wywierał na Polskę nacisków w sprawie żydowskich roszczeń i o amerykańska zgodę na militarną konwersję polskiego długu zagranicznego.

Jeśli dobrze przypuszczam, prezydent Kwaśniewski miał nadzieję, że frymarcząc polskim interesem państwowym, zasłuży sobie u prezydenta Busha na nominację na I sekretarza ONZ, a przynajmniej – na I sekretarza NATO. Ale nie został ani jednym, ani drugim, a Amerykanie wynagrodzili tylko swoją agenturę w Polsce za pośrednictwem firmy Nur Corporation, która porozdzielała między nich honoraria – jeśli to słowo w ogóle tu pasuje.

Podobnego zaniechania dopuścił się prezydent Lech Kaczyński, który w imieniu Polski podjął się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią za darmo.

Wreszcie prezydent Bronisław Komorowski miał ostatnią szansę załatwić tę sprawę z prezydentem Obamą, kiedy ten w czerwcu 2014 roku przyjechał do Warszawy, by powinszować Polsce, że znowu podjęła się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią.

Dwukrotnie na antenie Radia Maryja mówiłem wtedy, żeby tym razem już nie powtarzać błędu popełnionego przez prezydenta Kaczyńskiego i załatwić z prezydentem Obama dwie sprawy: oficjalne zapewnienie, że USA nie będą wywierały na Polskę nacisków w sprawie realizacji żydowskich roszczeń majątkowych oraz, ze skoro Polska, podejmując się wspomnianej niebezpiecznej roli, siłą rzeczy stała się państwem frontowym – by rząd amerykański zaczął traktować Polskę tak samo, jak inne państwo frontowe, czyli Izrael.

A więc: kroplówka finansowa 4 mld dolarów rocznie na modernizację i dozbrojenie armii i udogodnienia wojskowe, podobne do tych, z jakich korzysta Izrael. Gdyby prezydent Obama słysząc to się roześmiał, to byłaby to dla Polski ważna informacja – że mianowicie chce nas wykorzystać i zostawić z dzieckiem, więc w taki interes nie wolno wchodzić. A gdyby się nie roześmiał, to mielibyśmy lepsze rozeznanie własnej sytuacji i kto wie, czy wspomniana ustawa byłaby w ogóle w Kongresie USA procedowana. Ale cóż; okazja raz stracona może być stracona na zawsze.

Po czwarte wreszcie – ultimatum wystosowane przez Departament Stanu USA pokazuje nam, że sojusz Polski ze Stanami Zjednoczonymi tak naprawdę może nie być wart funta kłaków, podobnie jak komplementy, jakie sadził nam prezydent Donald Trump podczas swojej wizyty w Warszawie. Skoro bowiem Stany Zjednoczone sztorcują Polskę w ważnej dla Polaków sprawie tylko dlatego, że jest to potrzebne izraelskiemu premierowi Benjaminowi Netanjahu do załatwienia przed wyborami jakichś parszywych partyjnych geszeftów, to jakże możemy liczyć na Stany Zjednoczone w momencie, gdy pojawi się prawdziwe niebezpieczeństwo?

Ciekawe, czy amerykański Departament Stanu w ogóle wziął pod uwagę polski punkt widzenia w tej sprawie i polski interes państwowy, czy wykonał rozkazy AIPAC, który już nie raz pokazał, że w USA ogon wywija psem?

W tej sytuacji – po piąte – Polacy powinni zrobić, co w ich mocy, by zapobiec niebezpieczeństwu, jakie dla Polski i narodu polskiego stwarza wspomniana amerykańska ustawa. To znaczy – powinni poprzeć w każdej formie, która dla Polonii Amerykańskiej zostanie uznana za pomocną, jej akcję na terenie amerykańskim.

Bo nie jest tak, że wszyscy amerykańscy politycy są zachwyceni panoszeniem się AIPAC w Stanach Zjednoczonych, podobnie jak i w Polsce nie wszyscy są zachwyceni aktywnością folksdojczów, którzy na tym etapie z żydowskim lobby intensywnie kolaborują.

A jeśli szczęśliwie udałoby się zażegnać to niebezpieczeństwo – by nie spoczywać na laurach, tylko rozbudowywać i umacniać polskie lobby polityczne w USA – bo tylko ono może stać się czynnikiem nadającym sojuszowi amerykańsko-polskiemu w ramach NATO jakąś wiarygodność.

Zmieniony ( 05.02.2018. )
 
Papież jest papieżem tylko wtedy, gdy głosi prawdę o Panu Jezusie Drukuj Email
Wpisał: Ojciec Augustyn Pelanowski   
06.01.2018.

Papież jest papieżem tylko wtedy, gdy głosi prawdę o Panu Jezusie


Ojciec Augustyn Pelanowski


http://www.pch24.pl/ojciec-augustyn-pelanowski--papiez-jest-papiezem-tylko-wtedy--gdy-glosi-prawde-o-panu-jezusie-,57383,i.html#ixzz53ROf3Kxq




Trwający w Kościele kryzys rodzi liczne pytania katolików o kwestie związane z nieomylnością następców świętego Piotra. Do sprawy w homilii odniósł się ojciec Augustyn Pelanowski OSPPE.

 

Paulin w wygłoszonym kazaniu daje pod rozwagę kwestię prawdziwego poznania Pana Boga. – Czy moje poznanie Boga jest zgodne z Jego nauczaniem czy też subiektywnym osądem? – zastanawia się zakonnik ujawniając, że przed wygłoszeniem homilii modlił się, aby być Bożym narzędziem i głosić to, co jest zgodne z Jego wolą. – Czy możemy sobie wyobrażać Pana Boga tak jak nam się żywnie podoba? Czy też tak jak On chciałby w nas istnieć? – pyta o. Pelanowski.

 

  • Pan Jezus mówił w pewnej metaforze o wilkach w owczych skórach. Wilk to prawda o wilku, a owcza skóra to wyobrażenie jakie wilk ma o sobie. Ale może być tak, że złodziej przebrany za pasterza myśli, że jest pasterzem, ale tak naprawdę wcale nim nie jest. Myślę o faryzeuszach, o których tak wiele już źle powiedziano.

  • Mają straszną opinię chociaż byli bardzo pobożnymi ludźmi, naprawdę wierzącymi, religijnymi, ascetycznymi (...). Ci faryzeusze tak bardzo w swojej religijności zwyrodnieli, że przedkładali ludzkie komentarze, interpretacje, nad Słowo Boże. Zapisy prawne były postawione w ich wyobraźni nad intencją Ducha Świętego. Ograniczali się tylko do słów, stracili kontakt z wolą Ducha Świętego, z Jego tchnieniem. Stawiali się ponad Bogiem, co zresztą Jezus im wielokrotnie udowadniał. Wszyscy się zgodzimy, że jest obłudą przedkładać ludzkie wypowiedzi nad nauczanie Boga. Byłoby to też bałwochwalstwem osoby lub instytucji, gdyby jakikolwiek autorytet uzurpował sobie prawo do zmiany nauczania Bożego, gdyby ktoś powiedział: ja lepiej wiem niż Bóg, albo powiedział: to jest inaczej – zauważa o. Augustyn Pelanowski tłumacząc jednocześnie zasadę działania autorytetu papieskiego.

 

Duchowny w homilii przypomniał rozmowę Pana Jezusa i św. Piotra, w której Syn Boży pytał apostołów za kogo uważają Go ludzie. – Mamy takie czasy, a nie inne, kiedy ta rozmowa dokonuje się właściwie na naszych oczach. Jezus pytał, a apostołowie różnie odpowiadali. Jedynie Piotr powiedział celną Prawdę, Prawdę zgodną z oczekiwaniem Jezusa. Powiedział to, kim naprawdę był Jezus, a nie to, co się ludziom wydawało. Odpowiedział Prawdą zgodną z Objawieniem: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego – mówi paulin zauważając, że w odpowiedzi na Prawdę ze strony Piotra, Prawdę o nim samym powiedział mu Pan Jezus – Prawdę o Piotrze jako skale, na której zbudowany jest Kościół. Tak zaczął się prymat Piotrowy. Jednak, jak tłumaczy o. Pelanowski, Piotr jest skałą tylko wtedy kiedy mówi prawdę o tym kim jest Pan Jezus, bowiem w innej scenie – gdy Pan Jezus zapowiadał swój krzyż – Piotr sprzeciwił się, chciał cenzurować i nie mówić o męce, dlatego w odpowiedzi usłyszał: Zejdź mi z oczu szatanie!

 – To znaczy, że wtedy kiedy papież mówi prawdę o Jezusie to jest papieżem, a kiedy kłamie o Nim – przestaje być papieżem – zauważa w homilii zakonnik.

 – Czasem ktoś mnie pyta, jak to teraz zrozumieć w związku z tymi wszystkimi niejasnościami jakie pojawiają się w Kościele, kogo tu słuchać? Proste: zejdź mi z oczu szatanie. Inaczej mówiąc: dopóki mówisz Piotrze prawdę o Mnie – jesteś Kefasem, papieżem, ale gdy kłamiesz o mnie, gdy manipulujesz moją Prawdą, to jesteś pod wpływem szatana, a szatana się nie słucha tylko egzorcyzmuje.

Pan Jezus nie odrzucił Piotra. Wyegzorcyzmował go i Piotr zgodził się z Prawdą, spokorniał i poprawił się, przyjął korektę, Correctio fraterna – mówi paulin.

 

Należy odróżniać – przekonuje ojciec Pelanowski – subiektywne ludzkie przekonania o tym Kim jest Bóg, od Prawdy zgodnej z nauką Pana Jezusa, depozytu. Ludzie nie mogliby słuchać jakiegoś papieża tylko dlatego że jest papieżem, jeśli twierdziłby np. że nie ma Syna Bożego, a Chrystus to kłamca. Albo gdyby mówił o „czwórcy świętej”, podważał fakt, że aborcja jest grzechem albo twierdził że istnieją „homoseksualne małżeństwa”. – Byłoby bałwochwalstwem bezkrytycznie wierzyć we wszystko to, co ta postać mówi – zauważa o. Pelanowski.

 

Ktoś mnie spytał: ojcze, jest w dokumencie „Amoris Laetitia” w punkcie 3 takie słowo: „przypominając, że czas jest ważniejszy niż przestrzeń pragnę podkreślić, iż wszystkie dyskusje doktrynalne, moralne czy duszpasterskie, nie powinny być rozstrzygnięte interwencjami Magisterium”. Czy to znaczy, że można zmienić doktrynę dogmatyczną, moralną, zależnie od szerokości geograficznej? Zastanawiam się – takie pytanie otrzymałem, to jest punkt 3 „Amoris Laetitia” – czy tak ma być, że w Polsce cudzołóstwo jest grzechem, w Niemczech nie jest grzechem? W Polsce eutanazja może być grzechem, w Holandii nie jest grzechem? Czy tak chciał Jezus? Czy Chrystus tak powiedział? (…) Nie krytykuję tu nikogo, ale daję problem do rozważenia – mówi zakonnik.

 

Nauczanie papieża jest bezbłędne jedynie wtedy, gdy jest zgodne z nauczaniem Pana Jezusa. A Jezus nie powiedział apostołom tak: idźcie na cały świat, głoście różną ewangelię, zależnie od przestrzeni mówcie co innego, zależnie od tego co ludzie chcą słuchać. Kazał im głosić tę samą ewangelię wszędzie, niezależnie od szerokości geograficznej mówi paulin przypominając, że Kościół nie wymaga naiwnego posłuszeństwa i kwestiach duchowości należy używać rozumu, zaś papież jest nieomylny w sprawach wiary i moralności gdy mówi to co Pan Jezus – o czym przypomniał niedawno kard. Burke.

 

W jednej ze scen z Nowego Testamentu, zauważa o. Pelanowski, Pan Jezus docenia rozwagę Natanaela. On znał Biblię, dlatego nie był entuzjastycznie nastawiony do Pana Jezusa, gdy Filip błędnie powiedział mu, że Chrystus pochodzi z Nazaretu. Natanael wiedział, że w Piśmie mowa była o Judei i Betlejem jako miejscu narodzenia Zbawiciela. Pan Jezus pochwalił taką postawę: oto prawdziwy Izraelita w którym nie ma fałszu. My też musimy znać Pisma, nauczanie Ewangelii, by nie dać się zwieść imitacjom Prawdy, fałszywym mesjaszom – przekonuje paulin.

 

Jesteśmy wierni Kościołowi katolickiemu i XX wiekom nauczania, a przede wszystkim nauczaniu Pana Jezusa – przypomina. – Rzeczą niezwykle ważną, godną pochwały w oczach samego Chrystusa jest nie być naiwnym w poszukiwaniu Zbawiciela, albo ślepym idącym za drugim ślepym, by nie wpaść do zagłady wiecznej – dodaje przypominając również słowa św. Augustyna: nie znasz Biblii, nie znasz Chrystusa! Żeby znać Chrystusa trzeba dobrze znać Pismo – dodaje zakonnik.

 

Ponieważ w ostatnich czasach pojawiło się wiele imitacji zbawienia, dlatego musimy my, katolicy, wierni Kościołowi katolickiemu, bardzo dbać o czystość swej wiary. Łatwo odróżnić prawdziwego pasterza od fałszywego. Dlaczego? Bo prawdziwy pasterz chroni owce przed wilkami, a fałszywy zaprasza wilki, żeby pożarły owce – mówi w homilii o. Pelanowski przypominając słowa św. Jana, który w liście przestrzegał, aby nie wierzyć każdemu duchowi, gdyż nie każda duchowość jest święta. Trzeba badać duchy – czy są z Boga, gdyż nie brakuje fałszywych proroków, a nie wszystko co duchowe, pochodzi od Ducha Świętego.

 

Nawet Magisterium Kościoła nie jest ponad słowem Bożym, ale my mamy mu służyć, wyjaśniać co jest w Piśmie zawarte. Chrystus jasno stwierdza: kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. Jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo. Jest tak napisane? Jest tak napisane! Więc nie może być nauczania sprzeciwiającego się temu co powiedział Jezus – przypomina paulin.

 

Zakonnik zgodził się z opinią biskupa Atanazego Schneidera, który zauważył, że są hierarchowie, którzy chcą innej ewangelii, „ewangelii” prawa do rozwodu, wolności seksualnej, ewangelii bez VI przykazania i używają podstępów, retoryki, manipulacji, niedomówień i półprawd w celu dopuszczenia tzw. rozwodników w nowych związkach do Komunii Świętej bez wypełniania warunku życia w pełnej czystości, nakładanego przez Prawo Boże. – Ja się z nim zgadzam, bo to jest ta sama Nauka, która jest w Ewangelii i XX wiekach nauczania Kościoła katolickiego. I nikt mi nie powie, że to jest jakaś herezja, bo to jest XX wieków nauczania katolickiego – dodaje w homilii o. Pelanowski.

 

Jak zauważa, tam gdzie dopuszcza się rozwodników w nowych związkach do Komunii, spowiedź staje się zbyteczna, gdyż każdy, nawet Emma Bonino, może przyjąć Komunię. Wtedy dochodzi do potężnego, publicznego świętokradztwa, a Ewangelia stanie się antyewangelią, ewangelią tego świata. Wobec takiej ewangelii – mówi o. Pelanowski – nawet upiększonej słowami jak „miłosierdzie”, „matczyna troska” czy „towarzyszenie”, przypomnieć należy słowa św. Pawła z listu do Galatów: Innej jednak Ewangelii nie ma! Są tylko pewni ludzie, którzy sieją zamęt.

Św. Paweł mówi: gdybyśmy my, apostołowie, albo Anioł z Nieba, głosił Wam inną Ewangelię od tej, którą Wam głosiliśmy – a ani jota, ani kreska nie może zostać zmieniona – niech będzie przeklęty! – My też takich przeklinajmy. Ja się nie boję podpisać pod św. Pawłem – dodaje o. Augustyn.

 

Ktoś mógłby teraz powiedzieć, że niszczę Kościół. Ja niszczę Kościół przypominając Prawdę? Czy ten, który niszczy mówiąc, że Prawda już nie jest Prawdą? – mówi w homilii zakonnik dodając, że „Kto zniszczy Kościół, tego zniszczy Bóg”.

 

Na zakończenie o. Pelanowski przypomina również nowotestamentową historię św. Piotra. Pierwszy papież w chrześcijańskiej gminie w Antiochii stosownie traktował nawróconych pogan, jednak w obecności chrześcijan narodowości żydowskiej zmieniał podejście. Złe zachowanie wytknął mu św. Paweł, ale – jak zauważa o. Pelanowski – wtedy ujawniła się siła Piotra, który przyznał się do błędu polegającego na chęci przypodobania się wszystkim ludziom, co jest hipokryzją.

 MWł

Całość homilii można wysłuchać TUTAJ:


https://youtu.be/m5zQ5y1rKPg

Zmieniony ( 06.01.2018. )
 
Kornel Morawiecki - kolejny fałszywy idol Drukuj Email
Wpisał: Jan Bodakowski   
12.12.2017.
Kornel Morawiecki - kolejny fałszywy idol



Jan Bodakowski http://prawy.pl/11798-kornel-morawiecki-kolejny-falszywy-idol-srodowisk-katolickich/


Przez lata w środowiskach katolickich [??? jakich?? których?? ślepych i głuchych? Mirosław Dakowski] panował bezrefleksyjny pogląd, że Kornel Morawiecki jest katolikom bliski. Wynikało to z założenia, że jeżeli legendarny przywódca opozycji antykomunistycznej nie znalazł się przy korycie w III RP to zapewne jest to bliski katolikom człowiek.

Zapewne dalej żyliby w takim błędnym przeświadczeniu gdyby nie to, że Kornel Morawiecki zaczął udzielać wywiadów na temat swoich poglądów.

Trzeciego grudnia na stronach internetowych „Gazety Wyborczej” ukazał się wywiad Tomasza Kwaśniewskiego z Kornelem Morawickim. Z wywiadu z legendarnym opozycjonistą wynika, że teologiczne nauczanie Kościoła katolickiego i katolickie praktyki religijne bynajmniej nie są mu bliskie.

Pytanie dziennikarza „To jest pan katolikiem czy pan nim nie jest?” jest dla Kornela Morawickiego „dziecinne” i „niepoważne”. Duchowość, „post-religijna” jak to sam określa poseł, wykracza poza katolicyzm, który jego zdaniem ogranicza.

 Zdaniem Kornela Morawieckiego „coraz więcej ludzi, zwłaszcza młodych” chce czegoś więcej niż to, co daje wiara katolicka „bo w zderzeniu z nauką” wiara katolicka „wydaje się dziecinna” i dlatego „trzeba znaleźć inną perspektywę, ale nie niszcząc Kościoła”.

 Duchowość Kornela Morawieckiego ukształtowały pisma Simone Weil (nie ochrzczonej Żydówki z Francji, żyjącej w pierwszej połowie XX wieku, która w czasie wojny domowej w Hiszpanii walczyła z siłami katolickimi i narodowymi w bandach anarchistycznych).

W młodości Kornel Morawiecki uczęszczał „na wolnomyślicielskie spotkania i dyskusje w kamienicy na rogu Świętokrzyskiej i Nowego Światu”.

 Matka Kornela Morawieckiego była zwolenniczką powstania „Stanów Zjednoczonych Europy”. Podobne poglądy ma Kornel Morawiecki, który jest zwolennikiem dalszej integracji Unii Europejskiej. Poseł opowiada się by powoli, ewolucyjnie, dążyć do tego by był wspólny europejski rząd, budżet, policja, armia.

 W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Kornel Morawiecki zadeklarował, jest za przyjmowaniem uchodźców z Syrii bo „dla 38-milionowego narodu kilka tysięcy ludzi to nie jest problem. Tak samo jak kilka milionów dla całej Europy”.

 W wywiadzie dla „Wyborczej” Kornel Morawiecki poparł idee wielokulturowości stwierdzając, że „monokulturowa Polska jest niemożliwa”. Zdaniem posła, gdyby Polska zamknęła się na  imigrantów i idee wielokulturowości „to by była klęska. Regres”.

 Kornel Morawiecki odrzucił też idee odcięcia się Polski od procesu globalizacji. Zdaniem posła „myślenie, że z tego się wyłączymy i będziemy budować własną potęgę, to nieporozumienie. Dziś żaden z tradycyjnych narodów Europy nie jest w stanie w pojedynkę sprostać światowej konkurencji”.

 Równie oryginalne jak poglądy Kornel Morawiecki ma życie osobiste.

Na stronie internetowej Super Expressu ukazał się artykuł w którym 74 letni Kornel Morawiecki ujawnił, że żyje od lat z konkubiną, z którą ma 22-letniego syna. W artykule poseł deklaruje, że prócz konkubiny kocha żonę, z którą już nie mieszka (z żoną ma syna Mateusza, wiceministra w rządzie PiS), i trzecią panią, z którą zakładał Solidarność Walczącą [Hankę. To już Hankę mniej kocha? MD] .

Co najciekawsze Kornel Morawicki z każdą z pań spędzi zbliżająca się Wigilię.

 Jakiś czas temu Kornel Morawiecki w programie radiowym „Gosc Radia Zet” w rozmowie z Moniką Olejnik gwarantował polskość Adama Michnika, i stwierdził, że nie można wyrzucać z Polski Adama Michnika, który czuje się Polakiem.

 Odpowiadając na pytania Moniki Olejnik Kornel Morawiecki stwierdził, że Generał Kiszczak, choć zniszczył nadzieje Solidarności, to ma prawo do godnego prywatnego (a nie publicznego) pogrzebu.

 Zdaniem posła Marsz Niepodległość powinien wszystkich łączyć, też polityków Platformy Obywatelskiej, a Ruch Narodowy nie może zawłaszczać pojęcia niepodległości. Poseł Morawiecki nie polemizował z Moniką Olejnik, która oskarżała Ruch Narodowy, a szczególnie posła Roberta Winnickiego, o ksenofobię, antysemityzm i związki z nazizmem.

 Zdaniem Kornela Morawieckiego w Smoleńsku miała miejsce zwykła katastrofa lotnicza a nie zamach, natomiast kłótnie o Smoleńsk są w cudzym interesie. Według Morawieckiego w dniu katastrofy wszyscy chcieli dobrze, w tym i Lech Kaczyński, który za wszelką cenę chciał wylądować, i Rosjanie. A do „tego była mgła i stały się jakieś nieuwagi”.

 Zdaniem posła Morawieckiego rządy Platformy Obywatelskiej nie szkodziły Polsce, a Polska nie jest w ruinie. W złej kondycji zdaniem posła Morawieckiego są stosunki społeczne. Posła martwi też to, że za mało słucha się Polaków.

 Kornel Morawiecki urodził się w 1941 roku. Młodość spędził w Warszawie. Jest absolwentem Wydziału Fizyki Uniwersytetu Wrocławskiego. Po doktoracie pracował na tej uczelni i Politechnice Wrocławskiej. Jest ojcem Mateusza Morawieckiego, prezesa zarządu Banku Zachodniego WBK SA. Był uczestnikiem strajków studenckich w marcu 1968. Od 1979 związany był z konspiracyjnym pismem „Biuletyn Dolnośląski”. Uczestniczył w strajkach 1980. Działał w Solidarności. Od 13 grudnia 1981 w konspiracji. Po 6 latach konspiracyjnej działalności został zatrzymany w listopadzie 1987. W kwietniu 1988 wyemigrował z Polski, w sierpniu nielegalnie powrócił do kraju.

 W III RP Kornel Morawicki nie zdołał zebrać w 1990 roku podpisów potrzebnych do startu w wyborach, w tym samym roku nie udało mu się zostać posłem z list założonej przez siebie Partii Wolności. Podobnym niepowodzeniem zakończył się start Kornela Morawickiego w 1997 roku z list ROP, w 2007 roku do senatu z PiS, na prezydenta w 2010 (zdobył 0,13% poparcia i 21.596 głosów w skali całego kraju), w wyborach samorządowych w 2010, do senatu w 2011. W ostaniach wyborach prezydenckich nie zdołał zarejestrować swojej kandydatury.

 W czasie debaty kandydatów na kandydatów w wyborach prezydenckich legendarny przywódca zadeklarował, że w planach ma likwidację bezrobocia, płacenie młodzieży za dalszą naukę, nowy globalny ustrój gospodarczy, nową ordynację wyborczą, upowszechnienie referendów, transfery od bogatych do biednych, wyższe podatki dla bogatych.

Kornel Morawicki zadeklarował, że chce Polski solidarnej, sprawiedliwej, wolnej od indywidualizmu, uznaje system wolnorynkowy i indywidualistyczny za zło. Zdaniem Kornela Morawieckiego obecny system polityczny i gospodarczy się zużył, a rewolucja techniczna zniewala ludzi, powodem bezrobocia jest zaś postęp techniczny. Legendarny lider Solidarności Walczącej wystąpił przeciw broni jądrowej, uznał, że PO by zyskać poparcie dla Komorowskiego nakręca antyrosyjską psychozę wojenną, a obrona terytorialna to mit.

Podczas debaty przed wyborami prezydenckimi Kornel Morawiecki zadeklarował także, że jest otwarty na współpracę z PiS, i za swój cel uważa zjednoczenie Polaków z PiS i PO. Niemniej od Komorowskiego woli Dudę.

Morawiecki sprzeciwił się też likwidacji Unii Europejskiej i uznał, że na Ukrainie jest wojna domowa, a nie wojna Ukrainy z Rosją.

Kornel Morawiecki stwierdził też podczas debaty, że GMO jest czymś naturalnym, poparł in vitro, kompromis aborcyjny i sprzeciwił się posiadaniu prawa do broni palnej.

Zmieniony ( 13.12.2017. )
 
Niechaj wodze spierają się i swarzą. To jest Cud nad Wisłą. Drukuj Email
Wpisał: ks. arcybiskup JÓZEF TEODOROWICZ   
22.12.2016.

Niechaj wodze spierają się i swarzą. To jest Cud nad Wisłą.

 

...Dziś pomóc mogą więcej wasze modlitwy, niżeli nasza sztuka wojenna...

 

[Wstęp do książki płk. Franciszka Arciszewskiego „CUD NAD WISŁĄ, rozważania żołnierza”, Veritas, Londyn, 1957]

Można zamówić u mnie. Jest już wydanie w Polsce. 

[ Ze zbioru kazań pt. NA PRZEŁOMIE, stroníca  251. Nakład Księgarni Świętego Wojciecha. Poznań  - Warszawa - Wilno ‹- Lublin, rok 1923. ]   

 

[Jesteśmy dumni, że wiek temu mieliśmy TAKICH arcybiskupów i TAKICH żołnierzy. Teraz by się TERAZ przydali.. MD]

 

 

Wyciąg z kazania ks. arcybiskupa JÓZEFA TEODOROWICZA wypowiedzianego w katedrze warszawskiej w 1920 r., podczas nabożeństwa dziękczynnego za oswobodzenie stolicy i kraju od najazdu bolszewickiego.

 

===============

 

Ciężkie były zmagania się Izraela z Amalekitaini; bitwa rozgorzała wielka. Po jednej i drugiej stronie równy zapał ożywiał żołnierzy i wodzów. Nikt nie mógł rozróżnić, nikt rozpatrzyć, na która stronę przechyli się szala zwycięstwa. A wtedy Mojżesz odszedł, ażeby z dala od wrzawy i zgiełku bitwy do Pana się modlić. I wznosił obie dłonie w błagalnej modlitwie i jął zaklinać Boga, ażeby błogosławił orężowi Izraela. W tej samej chwili szyki wroga zachwiały się i cofać poczęły, a Izrael następował na nie. Lecz wysoko wyciągnione w górę ręce Mojżesza w zemdleniu poczęły opadać. Jak gdyby na dany znak, gdy osłabła modlitwa, wróg w lot poprawił trudne swoje położenie i odwrócił się, ścigany, jak gdyby czując słabość w Izraelu. I znowu losy bitwy poczęły być dla ludu wybranego wątpliwe. Jak fala zawrócona w biegu, odbita od twardej skały, tak duch Izraela cofał się i słabnął. A wtedy Mojżesz wznosił znów dłonie ku Panu i, o dziwo, Izrael na nowo poczynał brać górę. Az się spostrzegli i opatrzyli Mojżesza towarzysze, i wzięli jego ręce w swoje dłonie, i trz mali je wyciągnięte ku niebu. i juz szczęście wojenne trwale było przy Izraelu. I trzymali dłonie Mojżeszowe tak długo, aż ostatecznie zatryumƒował lud wybrany i w surmę zwycięstwa uderzył. (Ks. Wyjścia XVII,  8-16) 

Patrzcie, jak w tym wizerunku sprzęgają się i wzajem wspomagają: duch męstwa żołnierza i duch modlitwy. Bitwa ta rozgrywała się niezawodnie podług wszelkich praw znanej ówczesnej strategii. Losy przegranej, czy zwycięstwa ważyć się zdawały tylko podług rachunku ludzkiego, tj. gorszych czy lepszych planów strategicznych, większej czy mniejszej liczby żołnierzy, większej czy mniejszej sprawności wodzów.

I każdy historyk wojenny mógł śmiało uczniom wykładać, gdzie i w której chwili i dlaczego losy bitwy przechyliły się na tę, czy na tamta stronę.  A jednak i plany wojenne, i męstwo żołnierza, i zdolności dowódców nie rozegrały tej walki. Wszystko to, co bitwie stanowi, było narzędziem tylko w ręku niewidzialnego Wodza, który podług miary i wagi układa sam swój plan bitwy.

Nie miesza się On cudownie w zastępy walczących, nie zsyła Aniołów swych z nieba, by hufce mdlejące zasilały, bierze jednak w swe ręce to, co się wymyka z wszelkich i najlepszych obliczeń rycerskich dowódców i czego nie dosięgnie ni zapał, ni bohaterstwo żołnierzy; bierze On w swe ręce to, co się wydaje czystym przypadkiem albo jakimś niedopatrzeniem czy nie-doliczeniem, i wciąga to w swój rachunek, w swój plan, i albo daje przegrana albo też darzy zwycięstwem. 

Ten obraz żywo mi staje przed oczyma, kiedy dziś wespół z wami wspominam przed Bogiem ciężkie dni oblężenia Warszawy. Wasze wielkie wysiłki i ofiary, złożone w obronie stolicy przed straszliwym wrogiem, ale tez i wasze gorące po świątyniach modlitwy, wasze nowenny, wasze spowiedzi i wasze Komunie św., na intencję wybawienia Polski przyjmowane.

Niechaj wodze spierają się i swarzą, niech długo i uczenie rozprawiają, jaki to plan strategiczny do zwycięstwa dopomógł. Będziemy im wierzyli na słowo i słuszność im przyznamy. Ale cokolwiek wypowiedzą, nigdy nas o jednym nie przekonają, by plan, choćby najmędrszy, sam przez się dokonał zwycięstwa.

Jeżeli w każdej bitwie, nawet najlepiej przygotowanej, przy doborze wodzów i żołnierza, przy planach genialnych, jeszcze zwycięstwo -waha się niepewne, jeszcze zależnym jest od gry przypadków, a raczej od woli Bożej, to cóż dopiero mówić tutaj? - Tu, pod Warszawą, taka była pewność przegranej, że wróg telegramami światu oznajmił na dzień naprzód jej zajęcie. Sam zas wódz francuski, który tyle zasług niespożytych położył około obrony naszej stolicy, gdy go nuncjusz zapytał w przededniu bitwy. czy liczy na zwycięstwo - odpowiedział znacząco: „Dziś pomóc mogą więcej wasze modlitwy, niżeli nasza sztuka wojenna“. Istotnie modlitwy pomogły. Nie ujęły zasługi wodzom, ni chwały męstwu żołnierzy; nie ujęły tez wartości ofiarom i wysiłkom całego społeczeństwa; ale modły bitwę rozegrały, modły cud nad Wisłą sprowadziły.

Dlatego cokolwiek mówić czy pisać się będzie o bitwie pod Warszawą, wiara powszechna nazwie ją cudem nad Wisła, i jako cud przejdzie ona do historii.

Zupełnie podobny to cud do cudu pod Częstochową. Dzieje pisać o nim będą i takimiż złotymi upamiętnią, go w sercu narodu głoskami, jak pisały i wspominały obronę Częstochowy. Tu i tam czerń zalała Polskę, tu i tam od zdobycia jednego grodu losy Polski zawisły; tu i tam boje i zwycięstwo uwieńczone zostały cudem Pańskim. W niczym cud pod Częstochową nie obniży wartości męstwa broniących grodu żołnierzy; ni jednego nie uszczknie lauru ze skroni Kordeckiego. Bóg, czyniąc cuda, nie przytłacza i nie niszczy chlubnych wysiłków swojego stworzenia;  owszem, tam, gdzie i największe ofiary przed przemagającą siłą ustąpić musza, cudem je wspiera  zi cudami bohaterstwo wieńczy. Pycha to tylko, bałwochwaląca siebie, zdolna jest tak wysoko się wynieść, iż Bogu samemu urąga, dumnie w przechwałkach wołając: O cudach nam mówicie, cuda nam głosicie?  Zali to nie ramię nasze ocaliło Warszawę? zali to nie  geniusz wodzów ja zbawił? 

Tylko tym, co się mienia bogami na ziemi, wydaje się Bóg i Jego moc i Jego łaska jakąś konkurencją niepożądaną, która z zasług ich odziera. Nie za sługi Pańskie, ale za wcielone bóstwa uważają się ci, którzy ze śmiesznej i zuchwalej nadętości tak mówią.

Veni, vidi, Deus vicit” - Przyszedłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył - powiedział Sobieski pod Wiedniem.  Pytam się was, czy te słowa pokory i wiary umniejszyły w czymkolwiek lub obniżyły bohaterstwo króla i wodza? czy uszczknęły co z wawrzynów, jakie potomność i historia włożyły na skroń jego?

Nic,  zaiste, raczej mu ich przymnożyły: bo przepoiły jego  bohaterstwo wdziękiem niezwykłym, ze tak kornie o sobie trzymał, a nie nadymał się pysznie i nie  wynosił. Rzuciły te słowa na czoło królewskie aureolę, utkaną z promieni wiary, które Jana III pasują na chrześcijańskiego rycerza.

Można więc śmiało powiedzieć, ze te piękne i korne słowa wieńczą i zdobią jego skronie jeszcze wdzięczniej, niż samo męstwo. W słowach jego tkwi prawdziwa filozofia ducha wojen, w których Bóg, rozrządzający losem narodów, przegraną lub zwycięstwem dla swoich posługuje się  celów. Tkwi w nich obraz i symbol takich zwycięstw, które, jak zwycięstwo pod Warszawą, tylko w sposób nadprzyrodzony wyjaśnić i wytłumaczyć można.  Deus vicit! - powtarzamy za naszym zwycięskim królem, kiedy dzisiaj wspominamy o naszych przejściach strasznych i wielkim zmiłowaniu Bożym.  Deus vicit - Bóg zwyciężył! - zawołamy tym wszystkim, którzy by ludzkiej mocy czy zręczności wyłącznie przypisywać chcieli zwycięstwo i wiązać je nie z nadziemska pomocą Bożą, ale tylko z wojennymi planami. 

Cóż tu mówić dużo o planach, skoro przejścia do Warszawy dla wroga, jak się pokazało później, podobne były do nici pajęczej, którą trochę silniejszy napór albo trochę słabsza obrona każdej chwili mogły przerwać? Nie plan strategiczny rozstrzygał o ocaleniu Warszawy, skoro pozostawiał punktu obrony nie-  zabezpieczone. Plan to inny ocalenie przyniósł. Plan ten skreślony był ręką Bożą a tworzył go i wykonywał  Duch Pański. Czego nie zdołał ni zabezpieczyć ni przewidzieć plan ludzki, to zabezpieczył i przewidział plan Boży. Gdy za słaba była obrona na przedmościu warszawskim i wróg już począł zwycięsko napierać, wtedy, jak spod ziemi dobywa Duch Boży serca bohaterskie... Kiedy szeregi wojsk poczynają się łamać, coƒać i pierzchać, wtedy Wódz Niebieski odkomenderowywa poruszeniem wewnętrznym kapelana Skorupkę i ten pierzchających zawraca, a śmiercią męczeńską zwycięstwo zabezpiecza. Bóg  to jeden do warunków, do potrzeb, do chwili odnajdywał i wydobywał serca, poddawał im szczęśliwe  natchnienia, uzbrajał męstwem bohaterskim i przez  nie swoje przeprowadzał plany.

To, co jest najsłabszą stroną w planie strategicznym człowieka, to właśnie stanie się najsilniejszym w planie nadprzyrodzonym, Bożym... Bóg, który bohaterów wzbudził, który ich przewidział i wybrał, na właściwym miejscu- postawił  i w chwili stosownej użył, czyż nie wsławia w nich  imienia swojego? czyż przez nich chwały swej nie rozgłasza?  A jak jedni papierowe plany, Bożej przeciwstawiają mocy, tak znowu inni twierdza, że zwycięstwo pod Warszawa było łatwe, bo wróg był wyczerpany.  Wyczerpany? On przecież gonił, duchem zwycięskim  ożywiony, naszego żołnierza aż pod Warszawę. Taka gonitwa wyczerpywała wojsko nasze, ale nie jego siły.  Poczucie tryumƒu i zwycięstwa jest i w najsłabszej armii zadatkiem potęgi, podobnie jak poczucie przegranej jest i w najpotężniejszej zadatkiem jej słabości i rozgromu. I gdyby naprawdę wróg czuł się słabym, toć właśnie tutaj skupiłby wszystkie swe siły, ażeby ostatecznym uderzeniem zwycięstwo sobie zapewnić.  Czy jednak czuł on naprawdę niemoc swoja? Czyżby rozgłaszał światu swoje zwycięstwo jako dokonane, i narażał tak siebie na ośmieszenie i poniżenie, gdyby zwycięstwa tego nie był sam pewien? A czyżby rozdzielał armie swoje najniepotrzebniej i jedne oddziały wysyłał ku Niemcom, a drugie ku Warszawie, gdyby co do obliczeń swoich nie był upewniony? Zapewne w takim rozdzieleniu sił był olbrzymi błąd strategiczny, który tylko oczywistemu zaślepieniu przypisać można.

Był to błąd podobny do tego jaki popełnił Absalon, ścigając wojsko Dawida. Zamiast' uderzyć na oddziały jerozolimskie cała siłą, jak mu radził Ahitophel, poszedł on raczej za złą radą Chuzy i ociągał się, pewien, iż stanie się to, co ma Chuza zapowiadał:  „Przypadniemy nań a okryjemy go, jako zwykła rosa  padać na ziemię, a nie zostawimy z mężów, którzy  z nim są, ani jednego” (Por. II Król. XVII, 12)

Tak samo myślał wróg o grodzic naszym; sądził on, ze może swobodnie dzielić wojska, bo i tak stolica Polski, jak dojrzały owoc z drzewa, na pewno mu się dostanie. Bóg dopuścił, że nieprzyjaciel upoił się pycha i pewnością siebie i zaślepił się.

Mówił mi jeden z generałów: ,,Pod Warszawa Bog zdziałał cud”.

Pomijam już wszystko inne, ale podobnie szalony plan, jak rozdzielenie sił wojennych przez bolszewików w pochodzie na Warszawę, tylko jakiemuś szczególniejszemu zaślepieniu przez Boga przypisać się musi.  Myśmy zaś wówczas, patrząc na to, mogli powtarzać za Prorokiem: Wypuścicie z piersi waszych okrzyk wojenny, a mimo to zniszczeni będziecie. Wnijdźcie w narady, a one będą rozerwane i unicestwione. Dawajcie jakie chcecie rozporządzenia, a one się staną bez skutku, albowiem Bóg jest z nami. (por. Iz. VIII,  9-10). Prawdziwie, kiedy się rozejrzymy w całym planie i dziele, wołamy z Prorokiem: „Oto Bóg Zbawiciel  mój... moc moja i chwała moja Pan, bo stał się wybawieniem“ (Iz. XII, 2).

Nie z nas to, o Panie, nagle wystrzelił promień nadziei. Z nas było tylko przygnębienie, z nas mówiło zrozpaczenie, kiedyśmy hordy dzikie pod Warszawa ujrzeli. Z nas szły tylko cienie, które chmura czarnej nocy przysłaniały oczy nasze. Ty to pośród ciemności rozpaliłeś światło, Ty w zwątpieniu wskrzesiłeś nadzieję, Ty w omdlałej naszej duszy rozpaliłeś płomień  życia, miłości i bohaterstwa. Bohaterstwo zatętniło w skroniach naszego polskiego żołnierza, a ono dziełem było rak Twoich. Ty je spuściłeś z niebios na jego rozmodloną przed ołtarzami Twymi duszę. Bo żołnierz w rozsypce, który od tygodni całych miał tylko jedno na myśli - ucieczkę, żołnierz wyczerpany na ciele i na  duchu, żołnierz zwątpiały, który wierzył święcie  w przegrana, a zrozpaczył o zwycięstwie, taki żołnierz  tylko od Ciebie, tylko z serca Twojego mógł zaczerpnąć  nowej wiary, nowej ufności i nowego zapału. Czym on był wówczas sam przez się, 0 tym świadczył ten oddział, który w chwili poczynającej się bitwy, wbrew zakazom, cofnął się z pola, oddając na pastwę wroga losy ostatecznej rozegranej. Oto czym był wówczas żołnierz sam z siebie, lecz w lwa się przemienił, gdyś Ty, o Panie, tchnął weń moc Twoją. «  A kiedyś nas tak przemądrze wspierał i wspomagał, nie spuszczałeś jednocześnie i wroga. z oczu.  - Nas oświecałeś, o Panie, a wroga naszego zaślepiałeś; w nas wskrzeszałeś ufność i wiarę, a jemu zatwardnieć dałeś w wyniosłości i pysze; z nas dobywałeś płomień bohaterstwa i wysiłki najszczytniejsze,  kiedy tymczasem u wroga pewność zwycięstwa wywoływała lekceważenie i nieopatrzność.

Teraz już rozumiemy, teraz już wiemy, teraz już czytamy plany Twoje, o Panie. Dziełami Twymi przemawiasz do nas tak, jak przemawiałeś do Izraela przez Izajasza Proroka, który o Tobie i w Twoim imieniu powiedział: Znam Ja me plany, którem powziął względem was - to plany na pokój, a nie na nieszczęście; aby wam przyszłość tworzyć i dać nadzieję (Jer. XXIX, 1,1).

 -Jak zaś sama obrona Warszawy, tak i moralne jej skutki świadczą o zmiłowaniu Bożym i o dziele Bożym. Bóg przez swój cud pod Warszawa dał nam odpowiedź wymowną na nasze trwożne pytania, które rozpacz ciskała na usta. Patrząc na zwycięskie hordy, następujące na stolicę, pytaliśmy: Dlaczego dopuściłeś to wszystko na nas, Panie? Bóg odpowiada: Jam was  na to nawiedził, ażeby mój lud poznał Imię moje;  dlatego pozna on w ten dzień, iż to Ja jestem, który  mu mówię.: otom tu jest (por. Iz. LII, 6).

Poznaliśmy Imię Pańskie w dzień wskrzeszenia Polski, ale dusze nasze wkrótce odbieżały od Jego świętego imienia, i pilno nam było imię własne wywyższać i wynosić. I Bóg dopuszcza na nas straszne nawiedzenie i ratuje nas z niego cudem swoim, ażebyśmy przez nowe przeżycie poznali, iż to On  prawdziwie jest pośród nas. W odpowiedzi zaś swojej cudzie swoim Bóg nam ukazał przyszłość naszą.

Pod Warszawą zrozumieliśmy: albo ogarnąć się damy hordom i nawale od Wschodu, a wtedy utracimy i byt nasz i duszę naszą, lub tez staniemy przeciw niej, ażeby wybawić siebie, a murem ochronnym stać się dla świata.

Przez cud swój pod Warszawą Bóg powiązał przyszłość naszą z przeszłością. Powiązał i sprzągł myśl swoją względem nas z dnia wczorajszego dniem dzisiejszym i jutrzejszym. I odzywa się do nas Bóg, jak się odzywał do Izraela przez Izajasza Proroka:  Narodzie, oczy twoje patrzą na Mistrza twego, i usłyszą  uszy twoje słowa napominającego: Ta jest droga,  chodźcie po niej, a nie ustępujcie ani na prawo, ani  na lewo (por. Iz. XXX, 20-21).

Cud pod Warszawa był też pochodnią, rozpaloną przez Boga, w której blasku ujrzały narody przeznaczenie Polski. Na co to - pytały - i dla jakich to celów Polska powstała i pośród nas stanęła? Na to odpowiada Bóg przez cud pod Warszawa - by murem ochronnym wam była, tarczą waszą i puklerzem waszym.

Bo ani wiedziały, ani się domyśliwały nawet narody, jak wielkie ma Polska dla nich znaczenie i przeznaczenie.  Oprócz wiernej sojuszniczki Francji, wszystkie inne państwa zostawiły nas w chwili oblężenia pod Warszawą własnemu losowi. Były pośród nich i takie nawet, które utrudniały dowóz broni i amunicji do stolicy. Inne z uśmiechem sceptycznym na ustach wołały, wzruszając ramionami: Już przepadli, już zginęli! Ze szpalt zaś prasy narodów, nawet z nami  sprzymierzonych, dolatywały nas nieraz docinki: Dobrze im tak, zasłużyli na ten los.

Gdyśmy walczyli o byt nasz, ludy i narody patrzyły na nasze zmagania tak, jak się wpatruje widz z galerii w jakieś cyrkowe widowisko.

Nigdy nie uwidocznił się żywiej brak wszelkiej myśli politycznej w Europie, jak w tej pamiętnej chwili.  Bo ci, którzy nam płacili obojętnością lekkomyślną, nie byli zdolni zadrżeć chociażby o swoje własne bezpieczeństwo. Jakżeż to więc chcemy, ażeby ludy te, państwa i narody wniknąć miały, pojąć i zrozumieć naszą misję dziejową -względem nich?

Dopiero gdy się rozległ po Europie i świecie okrzyk, iż Warszawa jest wolna, dreszcz przeszedł po wszystkich. Dopiero wtedy jęły się pytać narody: A cóż by to z nami się stało, gdyby Warszawa była padła, a dziki huragan przewalił się po niej i biegł, ażeby potem nam nieść zniszczenie?  Dopiero wtedy z piersi narodów dobył się okrzyk:  W zwycięstwie Warszawy jest zwycięstwo nasze, a wolność Polski poręcza i nam wolność.

Cud pod Warszawa był dopełnieniem cudu wskrzeszenia Polski. Powstanie narodu związał Bóg z wytrwałością jego w znoszeniu cierpień niewoli; ale cud nad Wisła wywołały nasze nowe przeniewierstwa.

Wskrzeszenie Polski było nowym tworem Bożym; ochrona zaś jej była dziełem zbawienia. Kiedy Polska stanęła pośród narodów, Bóg jeszcze nie wypisał na jej czole jej przeznaczeń. Ani ona sama nie wiedziała, czy ma powrócić do dawnych tradycji przeszłości, ani świat jej dawnego posłannictwa ku obronie świata od  Wschodu nie pamiętał.

Cudem pod Warszawa Bóg głoskami krwawymi, ale chwalebnymi, posłannictwo Polski na drogach jej nowych zapisał.  W dziele wskrzeszenia Polski Bóg posługuje się narodami, ażeby wespół z Nim, w myśl Jego, współdziałały ku jej powstaniu. Lecz w cudzie nad Wisłą, Bóg chce szczególniej stwierdzić, ze jednak On sam przede wszystkim dzierży naród nasz w ręce i kiedy chce, dopuszcza nań karę, a kiedy zechce, wybawia go.

Bóg łaskę zwycięstwa i cud pod Warszawa dał nam przez ręce Tej, która Polski jest Królowa. Mówił mi kapłan, pracujący w szpitalu wojskowym, iż żołnierze rosyjscy zapewniali go i opisywali, jak pod Warszawa widzieli Najświętsza Pannę, okrywającą swym płaszczem Polski stolicę. I z różnych innych stron szły podobne świadectwa; zupełnie jak pod Częstochową. I właśnie dzień 15 sierpnia dzień poświęcony czci Matki Boskiej, a dzień ostatni wielkiej nowenny narodowej, był dniem pamiętnym zwycięstwa. Na ten dzień wróg zapowiadał był swój tryumf; w tym dniu miał odbyć swój wjazd do stolicy sam naznaczył tę właśnie datę na upokorzenie i na rozgromienie nasze.

I to właśnie w tym dniu stało się coś zgoła nieprzewidzianego, niespodziewanego. Dzień 15 sierpnia, obwołany w biuletynach całego świata - jeszcze przed czasem jako dzień zajęcia Warszawy, obraca się dla pysznego wroga w klęskę, a dla nas w chwałę i zwycięstwo. „Haec dies, quam fecit Dominus, Alleluja.  (Ps. CXVII, 24) To jest prawdziwy dzień Najświętszej  Panny - dzień Jej zmiłowania i dzień Jej opieki -  dzień cudu nad Polska. Chce Ona w nim przed narodem całym zaświadczyć, że będzie tym Polsce, czym  była w całej przeszłości: Panią jej i Obronicielką. Jak ongi nad murami Częstochowy, tak dziś rozbłysnąć zapragnęła nad Warszawą, ażeby przez ten nowy cud wycisnąć w sercu nowej Polski miłość swoją.  Cud pod Częstochowa prowadził króla i naród do ślubów świętych, złożonych przed ołtarzem Maryi w archikatedrze Lwowskiej i do obwołania Jej Królową Polskiej Korony.

Niechajże cud pod Warszawa zdziała to samo. Niechaj zwiąże naród cały w jedno bractwo wdzięcznych czcicieli Maryi. I niechaj bractwo to podejmie się dopełnienia zaciągnionych, a jeszcze nie wykonanych ślubów.

Zmieniony ( 02.12.2017. )
 
Partyzanci z wyrąbanego lasu. Czemu zawsze o cenzurze. Drukuj Email
Wpisał: Izabela Brodacka   
30.09.2017.
 

Partyzanci z wyrąbanego lasu

[Czemu musimy zawsze o cenzurze?? jej ewolucji?? md]

Izabela Brodacka

Jest to śródtytuł ostatniej książki profesora Mirosława Dakowskiego [ O to  co najważniejsze, krzaczek na drodze lawiny] oraz tytuł książki Michała Marusika i Grzegorza Ungiera o protestach, walce i strajkach w Rafinerii Gdańskiej w latach 1980 i 81. Tak można nazwać wszystkich walczących o prawdę. Prawdę historyczną, prawdę społeczną, prawdę naukową.

Jest takie rosyjskie powiedzenie не надо ( nie trzeba) będące łagodniejszą wersją  нельзя ( nie wolno), które ujmuje w sposób niezwykle precyzyjny istotę współczesnej cenzury gorszej chyba nawet w skutkach niż brutalna cenzura prewencyjna. Przemoc rodzi opór, a przynajmniej jednoznaczną polaryzację stanowisk. Cenzura miękka, będąca pochodną politycznej poprawności łatwo się uwewnętrznia, staje się rodzajem kodeksu dobrego tonu. Osoba cenzurująca, odmawiająca ci prawa do swobodnej wypowiedzi przestaje być przeciwnikiem czy wręcz wrogiem. W oczach społeczeństwa staje się strażnikiem dobrych obyczajów, a nawet zasad moralnych.

Nikt nie zabrania ci na ogół zajmować się niewygodnymi tematami, nikt nie mówi nie wolno. Mówi się не надо, nie trzeba, nie należy.

Każdy kraj ma swoją listę tematów tabu. W Stanach Zjednoczonych nie należy zajmować się na przykład różnicami rasowymi. Jeżeli nawet stwierdzimy, że murzyńscy biegacze czy koszykarze z racji specyficznej anatomii osiągają w swoich dyscyplinach o wiele lepsze wyniki niż rasa biała , albo że Murzyni są wyjątkowo utalentowani muzycznie popełniamy śmiertelny grzech dyskryminacji rasowej. Samo słowo Murzyn jest niedopuszczalne, zaleca się używać terminu Afroamerykanin. Bohater Sienkiewicza Kali zgodnie z tą logiką powinien być nazywany Afroafrykaninem. Doprowadzono do tego, że człowiek który użyje słowa Murzyn czuje się tak jakby zepsuł w towarzystwie powietrze.

O wiele bardziej poważne w skutkach jest przenoszenie do rejestru tematów tabu informacji na temat katastrof i klęsk żywiołowych, tajnych układów politycznych  oraz prawdziwej wiedzy historycznej. Metody kneblowania niepokornym ust okazują się równie skuteczne jak swego czasu gipsowanie ust skazańcom przez hitlerowców.

Dziennikarzowi, który chciałby podjąć niebezpieczny temat redaktor naczelny mówi: „ naszych czytelników to nie zainteresuje”. Młody dziennikarz spłaca najczęściej kredyt mieszkaniowy, a rynek pracy jest w tym zawodzie bardzo wąski. Dziennikarz udaje więc, że bierze za dobrą monetę wskazówki naczelnego i bierze się za kuchnię, albo modę, albo inne równie bezpieczne zagadnienia.

Od lat niezwykle skuteczną okazuje się metoda kompromitowania niewygodnych tematów, którą nazywam metoda „ na Urbana”. Aktualna wersja tej metody powinna nosić nazwę „ na Putina”. Stwierdzenie: „Mówisz jak Urban czy mówisz jak Putin” zamyka usta prawie każdemu dociekliwemu niezależnie od tego czy w tej szczególnej kwestii Urban i Putin mieli rację.

Niezwykle skuteczna okazuje się metoda opisywana przez Roberta Cialdiniego w znanej książce pod tytułem  "Wywieranie wpływu na ludzi", metoda „na konsekwencję”. Przeciętny człowiek, a szczególnie przeciętny inteligent czuje się zobowiązany do konsekwencji. Gdy od lat usiłowałam zainteresować dziennikarzy tematem jawnego złodziejstwa niesłusznie nazywanego reprywatyzacją nieruchomości nieodmiennie słyszałam, że jestem przeciwniczką  samej reprywatyzacji. Reprywatyzacja była wymieniana obok bonu oświatowego i urynkowienia wydawnictw w zestawie haseł zaklęć transformacji ustrojowej. Krytykowanie patologicznej formy tej reprywatyzacji, to znaczy handlu roszczeniami skutkującego obrabowywaniem prawowitych właścicieli oraz wyrzucaniem na bruk prawowitych lokatorów było traktowane jako powiadanie się po stronie dekretu Bieruta. Niewiele osób jak się okazuje chciało nosić podobne piętno. Jak inaczej wytłumaczyć milczenie dziennikarzy w tak drażliwej i pełnej dramatycznych czy wręcz kryminalnych epizodów sprawie.

Często stosowaną metoda gipsowania ust jest odwoływanie się do etyki chrześcijańskiej przez osoby które są ateistami,  nawet zadeklarowanymi wrogami kościoła. Osoby te czują się jednak uprawnione do pouczania nas, ludu bożego, jak mamy rozumieć i jak stosować zasady naszej wiary.

Jeszcze ciekawszy od rejestru metod zamykania ust  jest rejestr tematów tabu. Takim tematem jest na przykład awaria w Fukushimie, o której niewiele wiemy wszyscy, ale również niewiele wiedzą najbardziej zainteresowani czyli Japończycy. Nadal bardzo źle widziane jest zajmowanie się katastrofa smoleńską. Nie tylko źle widziane, lecz wręcz tępione jest zainteresowanie lekami, firmami farmaceutycznymi, a w szczególności szczepionkami i ich oddziaływaniem na najmłodszych.

Na szczęście istnieją ludzie nie poddający się kneblowaniu i impregnowani na wszelki inwektywy.  Takim człowiekiem jest profesor Mirosław Dakowski. Przez całe życie walczy o prawdę- prawdę naukową, prawdę historyczną, prawdę społeczną od wielu lat publikując na swojej stronie to co uważa za słuszne i stosowne.

Ma zapewne podobną liczbę gorących zwolenników co równie gorących przeciwników, których gorszy całkowite lekceważenie przez niego zasad politycznej poprawności. Ostatnio w wydawnictwie Antyk Marcina Dybowskiego ukazała się nowa książka profesora Dakowskiego pod tytułem: „ O to  co najważniejsze, krzaczek na drodze lawiny”. Znajdziemy tam artykuły na temat energetyki, na temat katastrof elektrowni jądrowych w Czarnobylu oraz Fukushimie, na temat katastrofy smoleńskiej nazywanej wprost „ zbrodnią smoleńską”, na temat afery FOZZ, na temat ewolucjonizmu, globalizmu, stanu współczesnej nauki i stanu cywilizacji,  na temat pseudonauki ( globalne ocieplenie) i cudów. Ostatni rozdział to stan świata i nadzieje dla Polski.

W posłowiu profesor Dakowski pisze : „ ciekawe jest być non person pisującym sobie o no- problems, a jednak czytywanym tak przez zwykłych ludzi jak i agentów sił. Mam dowody  na oba kierunki zainteresowań….. Bo czy to dla mas ważne, że na skutek Czarnobyla zginęło ponad milion ludzi? Czy może fakt, że z reaktorów w Fukushimie wylewa się jakiś roztopiony uran i pluton?”

Gorąco polecam.

Tekst drukowany w Warszawskiej Gazecie

Zmieniony ( 04.10.2017. )
 
Zobacz też…
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 1 - 50 z 513
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.