Planetarna piramida finansowa z Ćwiąkalskim w tle
Wpisał: Mirosław Dakowski   
14.02.2009.

Planetarna piramida finansowa z Ćwiąkalskim w tle

Międzynarodowa piramida finansowa w Ameryce Południowej z udziałem polskich firm

                  Krakowski aferzysta wpadł w Chile

 Leszek Misiak, Gazeta Polska nr. 6 z 11 lutego 2009

            Tomasz W., poszukiwany od 1993 roku listem gończym, były właściciel krakowskiej firmy Bioferm, która oszukała 20 tysięcy ludzi na ponad 8 milionów dolarów, wpadł w ręce policji w Chile - twierdzą informatorzy "Gazety Polskiej" z krakowskiej prokuratury. Ich zdaniem, W. został zatrzymany w związku z podejrzeniem o udział w piramidzie finanso­wej w Chile, Peru i Argentynie. Na oszustwach przestępcy zarobili kilkadziesiąt milionów dolarów. Obrońcą W. był - do czasu objęcia urzędu ministra sprawiedliwości - Zbigniew Ćwiąkalski

            - Nic mi nie wiadomo o zatrzy­maniu Tomasza W., pierwsze słyszę od pana, że wpadł w ręce wymiaru sprawiedliwości - mówi "GP" były minister sprawiedliwości. Zastrze­ga, że nie będzie bronił dawnego klienta, jeśli w ramach ekstradycji zostanie przekazany Polsce. - Z ca­łą pewnością nie będę kontynuował tej sprawy. A nie wie pan, gdzie go zatrzymano? - pyta.

            Za Tomaszem W. od 8 grud­nia 1993 r. był wystawiony między­narodowy list gończy, a od 29 mar­ca 2006 r. także Europejski Nakaz Aresztowania. W. wpadł, jak zapew­niają nas policyjni informatorzy, po­nad dwa tygodnie temu. Najpraw­dopodobniej występował pod fałszy­wym nazwiskiem. Do Ameryki Południowej przeniósł się z Francji.

Będzie sypał?

            Według śledczych pamiętających aferę Biofermu i znających Toma­sza W, przestępca prawdopodobnie będzie sypał. Wiele osób pełniących obecnie ważne funkcje publiczne w Polsce może obawiać się jego ze­znań. Wiadomo było, że W. nie dzia­łał sam, ale w oficjalnej dokumen­tacji spółki wszędzie widniało tylko jego nazwisko. - Chyba że powiesi się w celi... i zabierze tajemnice do grobu jak Pazik - mówi krakowski śledczy.

            - Transakcję sprzedaży firmy Bio­ferm obsługiwała spółka komandy­towa SPCG, której współwłaścicie­lem był Zbigniew Ćwiąkalski. Przy­gotowała ona plan biznesowy, udzielała też Biofermowi porad prawnych - mówi jeden z krakow­skich prawników. Spółka SPCG- kancelaria adwokatów i radców prawnych - powstała w 1988 r. Jej nazwa to skrót od nazwisk współzałożycieli: Tomasza Studnickiego, Krzysztofa Płeszki, Zbigniewa Ćwiąkalskiego i Jakuba Górskiego. Siedziba kancelarii znajduje się w Kra­kowie, ale SPCG swoim zasięgiem działania obejmuje cały kraj.

            Zatrzymanie Tomasza W wiąże się ze śledztwem francuskiej policji w sprawie 66-letniej Gilberte van Er­pe, aresztowanej w ub.r. w Nicei w związku z oskarżeniami o zorga­nizowanie piramidy finansowej, na której zarobiła 30 mln euro. Dwaj jej wspólnicy zostali zatrzymani w Chile w 2006 r., gdy afera wyszła na jaw. Od kilku dni francuska śled­cza przesłuchuje w Chile tysiące osób oszukanych przez van Erpe. Obiecywała ona duże zyski z produk­cji "sera", który rzekomo miał służyć do produkcji kosmetyków. Ludzie rzu­cali pracę, sprzedawali majątki, zacią­gali długi, by wzbogacić się na "ser­kach". Wiatach 2004-2006 Francuz­ka oszukała w Chile 6 tys. osób, wcześniej ponad 20 tys. w Peru. W la­tach 80. za taką sama działalność została skazana w Belgii. Jak pisał największy chilijski dziennik "El Mercurio",

-----------------------------------------------------------------------------

Tomasz W. był jednym ze sponsorów zorganizowanego w 1993 r. w warszawskim hotelu

pokazu mody, w któ­rym projektantką i or­ganizatorką była córka jednego z szefów-UOP. - Po imprezie zorgani­zowano huczną popija­wę, w której uczestni­czył W. i wierchuszka SLD - mówi "GP" jeden z krakowskich śledczych. Czy wielo­letnią bezkarność W. zawdzięczał znajomo­ści w UOP oraz byłemu szefowi wydziału śledczego krakowskiej poli­cji, którego żona praco­wała w Biofermie?

----------------------------------------------------------------------------

Polska zwróciła się do Chile z prośbą o in­formacje na temat interesów van Erpe. Już w marcu 2008 r. Proku­ratura Olsztyn Północ - pisał "El Mercurio" - przesłała prośbę chilijskim śledczym w związku ze śledz­twem uruchomionym w Polsce przeciwko van Erpe, która zdaniem polskich prokuratorów jest mó­zgiem-międzynarodowej piramidy finansowej. Wykorzystując zareje­strowane w Polsce różne firmy, w tym eksportowe, oszustka miała wysyłać do Chile i Peru proszek, który służył do produkcji "serków". Trafiał on do firm Fermex w San­tiago i Labomax w Peru. Zajmujący się oszukańczą pira­midą chilijski prokurator Victor Vi­dal wezwał na przesłuchanie byłych właścicieli Fermex Chile SA, wielo­krotnie karanych za przestępstwa, Victora Nella i Fernando Jarę. Ich zeznania mają pomóc w rozszyfro­waniu szajki międzynarodowych oszustów.

Przekręt na serkach

Afera" "serkowa" znana była też w Polsce. Uznano ją za jedną z największych afer lat 90. Prze­stępcy założyli firmę Bioferm i na­ciągnęli 20 tys. ludzi na ponad 8 mln zł. Niektórzy stracili cały dorobek życia. Kilka osób popeł­niło samobójstwo.

            Bioferm powstał w 1993 r. Pomysł był prosty. Chałupnicza produkcja miała być wynagradzana ze stupro­centowym przebiciem. Produktem miał być susz mleczny do produkcji szwajcarskich kosmetyków, skupo­wany przez Bioferm. W siedzibie firmy dostawało się za równowar­tość dzisiejszych 800 zł (stare 8 mln) kaucji porcję tzw. aktywato­ra, czyli preparatu spożywczego, który dosypywano do mleka. Po­wstawały wówczas suche granulki. Za odniesiony do siedziby Biofermu susz mleczny jego producent otrzy­mywał zwrot 800 zł plus drugie 800 za wytworzony towar. Ludzie usta­wiali się w długie kolejki, by zarobić na "serkach". Produkcja suszu była niezwykle prosta. Można ją było prowadzić w mieszkaniu w bloku. Bioferm bardzo szybko założył filie w ośmiu miastach.

            Z ustaleń śledztwa wynikało, że program produkcji suszu przewi­dywał, że działalność  firmy należy zlikwidować dokładnie po czte­rech miesiącach, w chwili naj­większego rozkwitu, aby zgarnąć jak największe pieniądze. Przed­tem, dla rozkręcenia koniunktury w hali krakowskiej Wisły zorgani­zowano mityng dla producentów i akwizytorów. Najlepsi otrzymali w nagrodę nowe samochody - po­loneza i dwa maluchy.

            Nagle, 27 października 1993 r., krakowski sanepid wydał decyzję o zakazie dalszej działalności firmy. Pod siedzibami Biofermu w Krakowie i na Śląsku wybuchła panika. Ludzie rzucili się do kas, żądając wypłaty pieniędzy, ale biura były za­mknięte. Zanim wkroczyła proku­ratura, z siedziby firmy wyniesiono większość dokumentów, a z konta Biofermu zniknęła równowartość ponad 8 mln dolarów. Okazało się, że właściciel Biofermu, Tomasz W., zdążył sprzedać spółkę Niemcowi z fałszywym paszportem, a ten do­konał przelewu gotówki za granicę. Trafiła na konta spółek współpracu­jących wcześniej z Biofermem w Liechtensteinie, Kanadzie i w Hiszpanii. Wyszło też na jaw, że produkcja "serków'" rzekomo do produkcji kosmetyków była mi­styfikacją.

Nietykalny oszust

            Gdy w listopadzie 2007 r. Zbi­gniew Ćwiąkalski obejmował urząd, powiedział "GP" , że wymówił peł­nomocnictwo Tomaszowi W. wraz z otrzymaniem nominacji na mini­stra. Skoro reprezentował interesy W., teoretycznie miał z nim, choć­by pośredni, kontakt.

            - Sprawa Biofermu została za­wieszona w prokuraturze 18 wrze­śnia 1998 r. Ale właściciel firmy jest wciąż poszukiwany - powiedziała "GP" prokurator Bogusława Mar­cinkowska z Prokuratury Okręgo­wej w Krakowie, gdy fotel ministra obejmował_Zbigniew Ćwiąkalski.

            Tomasz W. był od kilkunastu lat nieuchwytny, choć w Krakowie ta­jemnicą poliszynela było, że regu­larnie bywał na wyścigach samo­chodowych w Paryżu i w hiszpań­skiej Maladze. Potem przeniósł się do Ameryki Południowej. Może występował tam pod zmienionym nazwiskiem, bo gdy uciekł z Polski, polski konsul w Wiedniu wydał mu paszport na inne nazwisko - mówi jeden z krakowskich stróżów prawa. Za spółką Bioferm stali ludzie z PRL-owskich służb specjalnych z tzw. ośrodka sztokholmskiego, w tym "wojskówka”. Być może dlatego wciąż był nieuchwytny, bo pomagali mu jego mocodawcy - dodaje.

            Wcześniej, niedługo po zniknię­ciu W., odnaleźli go we Francji dłuż­nicy i porwali: Chcieli wymienić go na gotówkę. Żądali 600 tys. marek okupu. Plotka głosiła, że jego były teść, znany kierowca rajdowy i war­szawski diler Opla, Krzysztof K., wynajął detektywa Rutkowskiego, by uratował eks-zięcia z rąk porywaczy. Rutkowski dotarł do W., spotkali się w Moravskim Beruniu nieopodal Opawy w Czechach. W. miał prze­strzeloną prawą nogę. Byłego wła­ściciela Biofermu zatrzymała nawet wówczas policja czeska, ale musia­ła go wypuścić, bo nie było jeszcze za nim wystawionego listu gończe­go. Uczyniono to dopiero po akcji Rutkowskiego. Rutkowski powiedział wtedy dziennikarzom: "Sprawdzałem na przejściu granicznym w czeskim Cieszynie, czy założyciel "Biofer­mu" jest ścigany za oszustwa. Ow­szem jest poszukiwany, ale nie jako przestępca, lecz osoba uprowadzo­na. Każdy policjant, który go odnaj­dzie na terenie Europy, winien mu udzielić pomocy, a nie zamykać".

            Tomasz W. był jednym ze sponsorów zorganizowanego w 1993 r. w warszawskim hotelu pokazu mo­dy. - Projektantką i organizatorką pokazu była córka jednego z sze­fów UOP. Po imprezie zorganizo­wano huczną popijawę, w której uczestniczył W. i wierchuszka SLD - mówi "GP" jeden z krakowskich śledczych.

            Czy szczególny jak na przestępcę status W. zawdzięczał znajomości w UOP oraz byłemu szefowi wy­działu śledczego krakowskiej poli­cji, którego żona pracowała w Bio­fermie?

W dniu zamykania tego numeru w Biurze Prasowym Komendy Głównej Policji poinformowano nas, że Interpol w Polsce nie jest w stanie udzielić informacji o zatrzymaniu Tomasza W.