Logika pozbawiona rozsądku czyli liberalno-konserwatywny nihilizm
Wpisał: Grzegorz Kucharczyk   
06.07.2013.

Logika pozbawiona rozsądku czyli liberalno-konserwatywny nihilizm

 

Grzegorz Kucharczyk 2013-07-04 logika-pozbawiona-rozsadku

Zaczął się sezon wakacyjnych ciekawostek. Przekonuje o tym wywiad z Januszem Korwin-Mikkem, opublikowany w najnowszym tygodniku „Do Rzeczy” (nr 23). Niby nic nowego. Wszyscy bowiem wiemy, że miarą prawicowości dla JKM są niskie podatki, stąd wśród czołówki krajów zaprowadzających „ustrój wolności” JKM wymienia obok Chin również Białoruś, a wcześniej narodowo-socjalistyczną III Rzeszę Niemiecką (niskie podatki!). Powtarzam: takie poglądy w przypadku JKM nie dziwią, ale równie niezmiennie irytują.

 

Z JKM jest podobnie jak z omawianą wcześniej przeze mnie w tym miejscu twórczością Jarosława Marka Rymkiewicza: dużo słusznych poglądów, przemieszanych ze zwykłą fikcją i mistyfikacją. Podobnie jak JRM interpretuje historię Polski oraz walory i słabości dawnej Rzeczypospolitej przez pryzmat istnienia i demaskacji „wewnętrznych Moskali”, tak JKM interpretuje świat przez pryzmat tylko i wyłącznie niskich podatków jako probierza wolności i prawicowości. Tak wygląda niebezpieczeństwo prawdy niecałej. Bo przecież prawdą jest istnienie – dawniej i dziś – „wewnętrznych Moskali” (czyt. zdrajców), ale nie tylko oni byli winni upadku Rzeczypospolitej. Prawdą jest dobroczynne działanie niskich podatków i prawdą postępująca od początków XX wieku etatyzacja świata zachodniego, ale przecież to nie tylko niskie podatki i zwalczanie etatyzmu jest miarą dla „ustroju wolności”.

 JKM zachłystuje się niskimi podatkami w Chinach i błyskawicznym tempem budowy autostrad w Państwie Środka. A co o chińskiej wolności mają powiedzieć matki poddane przymusowej aborcji? A co mają powiedzieć ofiary „polityki jednego dziecka”?

 Weźmy tak zachwalaną przez JKM III Rzeszę Niemiecką i wprowadzany przez nią po wrześniu 1939 roku „ustrój wolności” na ziemiach polskich. Nie wierzę, by JKM nie wiedział o tym, jak Niemcy obdarzający Polaków wolnością (tj. niskimi podatkami), na masową skalę konfiskowali polską własność. Chcę pozostać tutaj tylko przy aspekcie ekonomicznym hitlerowskiego „ustroju wolności” – tak zachwalanym przez JKM, który – wydaje się – zapomniał o tym, o czym ciągle przekonywał śp. Stefan Kisielewski: że grunt pod komunistyczne nacjonalizacje w Polsce po 1945 roku przygotowali w latach 1939-1945 Niemcy grabiąc polską własność (przemysłową i ziemską).

 We wspomnianym wywiadzie pojawia się również w wypowiedziach JKM zawstydzający dla jego inteligencji wątek negacjonistyczny. Pokażcie mi wypowiedź Hitlera, w której domagał się on wyniszczenia Żydów – brzmi argument negacjonistów, powtarzany przez JKM, który dodatkowo suponuje, że holocaust za plecami Hitlera urządził Himmler.

 A pokażcie mi wypowiedź Stalina, w której domagał się eksterminacji polskich oficerów wziętych do niewoli w 1939 roku. Nie ma takiej wypowiedzi. Mało tego, dysponujemy wiarygodnymi źródłami (generałowie Anders i Sikorski), którzy z ust sowieckiego przywódcy usłyszeli jego mocno brzmiące przekonanie, że polscy oficerowie uciekli do Mandżurii. No tak – ktoś powie – ale jest dokument Biura Politycznego WKPb w sprawie likwidacji polskich oficerów. Ale kto zaręczy (w obliczu stwierdzonego milczenia Stalina), że dokument do podpisu nie został Stalinowi podsunięty przez przebiegłego Berię, który był rzeczywistym architektem – za plecami Stalina – katyńskiej zbrodni?

Stosując pozbawioną rozsądku logikę ala JKM można udowodnić, że Stepan  Bandera nic nie wiedział o ludobójstwie wołyńskim. Tak to czysta logika przeradza się w całkiem typowy nihilizm, który każe JKM nazywać zmarłego chińskiego dyktatora komunistycznego „świętej pamięci Deng Xiaopingiem”. Jest jeszcze lepiej, bo oto okazuje się, że wg JKM trzynastowieczni katarzy byli „lepszymi chrześcijanami” od walczących z nimi krzyżowców.

Rzecz w tym, że katarzy (albigensi) nie byli w ogóle chrześcijanami czy heretykami odpadłymi od Kościoła (typu waldensi czy później lollardowie), ale utworzyli własny pseudo-kościół i mieli własną, zupełnie odrębną od chrześcijaństwa religię. Zanim zaczęła się anty-katarska krucjata, ginęli na południu Francji z rąk albigensów papiescy legaci i zwykli księża.

 Czym różnią się tego typu poglądy JKM od „postępowej” historiografii, która od czasów reformacji zapewnia o „krwawych zbrodniach” inkwizycji? Ale może inkwizytorzy byli za niskimi podatkami. Wtedy byliby zbawieni.

 Grzegorz Kucharczyk