Skoro o wilku mowa: naszych nie ruszamy
Wpisał: FREE YOUR MIND   
08.06.2013.

Skoro o wilku mowa: „naszych nie ruszamy”

 

 

[ulamek dyskusji pod analitycznym tekstem Free Your Mind: Białe plamy smoleńskie (2) http://freeyourmind.salon24.pl  md]

 

·  @autor

Smoleńsk - 38 miesięcy później . Zespół Parlamentarny , Zespół Macieja Laska ( nowy ) , Prokuratura , MAK , Komisja Millera , dziennikarze , pisarze , filmowcy ... Utrzymuje się dziwny stan rzeczy. Pańskie dotychczasowe ustalenia , pytania i wątpliwości ( białe plamy ) nikogo nie interesują , nikomu nie zależy na wyjaśnieniu tych spraw ?

 Pozdrawiam JANKOBIELS 0248 | 03.06.2013 12:09

 

·  @jankobiels

myślę, że wiele osób interesują ustalenia blogerów (nie tylko moje) - najmniej jednak interesują one samą "komisję Macierewicza" :)

Skoro zaś o wilku mowa. Weźmy posiedzenie z M. Wierzchowskim z prezydenckiej kancelarii. Jak ono wygląda? Najpierw przez ponad godzinę wałkuje się tu prace i wyjazdy „przygotowawcze”, w których i tak ten urzędnik w dużej mierze nie uczestniczył (w przeciwieństwie do K. Kuberskiego czy A. Juhanowicza z KP – obu nie przesłuchiwanych przez ZP; o ich roli dowiadujemy się generalnie z dokumentu okręgowej warszawskiej prokuratury, o którym wspominałem w tekście: Short stories).

Pyta się też Wierzchowskiego na tym posiedzeniu o rzeczy, których świadek po prostu nie wie, jako niski rangą urzędnik (np. o kwestie rozstrzygane na poziomie ministerialnym). Przy czym sprawy najistotniejszej (w tym „przygotowawczym” kontekście), a więc dokładnego przebiegu „białoruskiego safari” prezydenckich akustyków i rozmów oraz ustaleń z 9-4-2010 w Smoleńsku się nie odtwarza, bo sprawa się rozmywa, a poza tym „szef ZP” albo pewne pytania ucina jako „zbyt wczesne” ewentualnie „zbyt późne”, albo kieruje przesłuchanie na inne tory.

I co się dzieje na posiedzeniu ZP z Wierzchowskim potem? Zaczyna się „rekonstrukcja” by tak rzec „okoliczności katastrofy”. Ta już zupełnie się na tym posiedzeniu rozjeżdża, ale o tym wielokrotnie pisałem (Tajemnice Smoleńska) (Syrena leśna) i teraz już nie będę się nad tym rozwodził (nie wiemy nawet, co dokładnie widział na pobojowisku Wierzchowski – tak skutecznie go przesłuchiwali parlamentarzyści).

Czego brakuje na posiedzeniu z Wierzchowskim? Jakiego ogniwa w całej tej historii? Mamy wszak „przygotowania” i mamy „katastrofę” na posiedzeniu ZP. Nic nie ma pomiędzy. A chyba wypadałoby dopytać świadka (było nie było jednego z uczestników przygotowań do uroczystości) jeszcze o poranne wyloty delegacji prezydenckiej z EPWA [Okęcie wojskowe md], prawda? Ludzie z  XUBS [Siewiernyj md] (z ramienia KP tam wysłani) kontaktowali się przecież z ludźmi z KP będącymi w Smoleńsku/Katyniu (czy gdzieś), podobnie uczestnicy delegacji także musieli się przed wylotami (a może i w trakcie swych podróży) kontaktować zarówno z J. Sasinem, jak i z M. Wierzchowskim (nawet, a może zwłaszcza przy założeniu, że ci się rozdzielili, tj. że Wierzchowski czekać miał na XUBS, zaś Sasin w Katyniu). Poza tym na EPWA wprowadzono rankiem 10-04 rozmaite zmiany i o tym także musieli urzędnicy KP się nawzajem informować. Ponadto, jeśliby samolotem miały lecieć wieńce (i to w liczbie sporej, bo zająć miały 20 rzędów w ogonie tupolewa, jak to szacował M. Wojciechowski tu), to, jak słusznie zauważył w komentarzu niedawno A-Tem, musiała być do tychże wieńców wyznaczona jakaś „techniczna obsługa” oraz odpowiedni samochód na docelowym lotnisku:

„Chłodnia z kwiaciarni przywiozła je w ostatniej chwili czyli 10 kwietnia 2010 rano na Okęcie - czyżby nie było to piękne, symboliczne wydarzenie godne szczególnej uwagi, na przykład - sfilmowania? Dalej, raz załadowane, poleciały te wieńce razem z wsiadającymi w ostatniej chwili wygodnisiami z Kancelarii. Na docelowym lotnisku (którym?) oczekiwał na nie samochód odbierający tę wyjątkową przesyłkę. Gdzie jest jego kierowca, gdzie są ci, którzy przeładowywali te wieńce zdejmując je z pokładu samolotu (którego?) i umieszczając w samochodzie, eskortując je potem na cmentarz, wnosząc a może wjeżdżając na teren cmentarza, po czym rozmieszczając je wokoło ołtarza polowego. Nie istnieją takie osoby? Same wieńce przyleciały. Same porozmieszczały się. Kwiaciarnia, która je wyprodukowała, też nie istnieje.”
(komentarz A-Tema).

Tymczasem w ogóle wątek komunikowania się z Okęciem (PRZED wylotami) na przesłuchaniu Wierzchowskiego się nie pojawia. Nie ma Okęcia, a tylko XUBS. Podobnie wątek wieńców (z EPWA na XUBS, jak można by sądzić) – dziennikarze czekali na nie na smoleńskim lotnisku i mieli je stamtąd zabrać autobusem? No bo jak te wieńce się dostały do Katynia? Ba, gdyby tego wszystkiego było mało, to przecież Wierzchowski (jak twierdzi) nie widzi się na XUBS nawet z dziennikarzami (nie widział lądowania jaka-40 ani podejść iła-76), choć owi, jak przynajmniej opowiada jeden z nich P. Ferenc-Chudy, dopiero przed ósmą ze smoleńskiego lotniska wyjeżdżali (Smoleńsk: niewidzialna kolumna prezydenta):

„– Gdy wylądowaliśmy o godz. 7:15, nigdzie wkoło nie widziałem kolumny samochodów, a wówczas jeszcze nie było mgły. Także gdy wyjeżdżaliśmy z lotniska ok. godz. 8, po odprawie paszportowej, nie widziałem, by na lotnisku, aż do końca pasa, stała kolumna aut przewidziana w protokole, a widoczność była dobra. Na parkingu przy płycie lotniska stały jakieś rosyjskie auta, m.in. wołga i bus – chyba karetka pogotowia – mówi Piotr Ferenc-Chudy.”

No dobrze, dziennikarzy nie miał okazji Wierzchowski zobaczyć, ale przecież ich (dziennikarskim) „Wosztylem” miała przylecieć o godz. 7.15 z ramienia KP (wedle ofic. danych) A. Kołacz – z nią się też ten urzędnik w ogóle nie widział? Nie zamienił słowa choćby przez telefon, jeśli się nie widział z nią osobiście (np. „jak ci się leciało, co się działo na Okęciu” itp.)? Kołacz pojechała autokarem z dziennikarzami do Katynia czy też jakimś samochodem służbowym? Kto ją tam zawiózł? Nikt jej nie witał na lotnisku z ramienia prezydenckich akustyków?

Rozpłynęła się we mgle. I, ma się rozumieć, nie zdążyła przez trzy lata wystąpić przed ZP. A może po prostu „Wosztylem” przylecieli 10 Kwietnia nie tylko dziennikarze, i nie tylko Kołacz z KP?

 

No to wtedy faktycznie nie tylko Wierzchowski miałby prawo mieć amnezję posmoleńską, ale i ZP miałby prawo nie dopytywać o nieistotne szczegóły, zgodnie ze świętą zasadą, która temu ZP przyświeca od początku jego prac: „naszych nie ruszamy”.

 

FREE YOUR MIND 149167671 | 03.06.2013 12:27