Janczarzy, "styl życia" a KRUCJATY
Wpisał: Jacques Blutoir   
07.06.2013.

Janczarzy, „styl życia" a KRUCJATY

 

czyli

 

Rigby, Gordon i Konstantyn XI

 

[dedykuję Polakom - mamy w Polsce Krucjaty Różańcowe ! MD]

 

Jacques Blutoir 2013-05-30 http://www.bibula.com/?p=68618

 

U dziennikarzy portalu Fronda.pl, obcięta głowa dobosza Rigbiego, brytyjskiego żołnierza zarżniętego tępym rzeźnickim nożem na jednej z ulic Londynu (tępym, bo w końcu okazało się, że wyznawca miłującej pokój religii, który się tej zbrodni dopuścił, nie zdołał nieszczęsnego dobosza skutecznie zdekapitować) wywołała skojarzenie z obciętą i zatkniętą na palu głową brytyjskiego generała-majora Charlesa Gordona, poległego w 1885 r. podczas obrony Chartumu przed wojskami islamskich mahdystów. Skojarzenie słuszne, choć mam inne, jak mi się wydaje jeszcze trafniejsze.

Dziś mija 560 rocznica upadku Konstantynopola zdobytego przez sułtana i kalifa Mehmeda II – najwyższego wówczas religijnego przywódcę muzułmanów. To właśnie Mehmed kazał pozbawić głowy ciało cesarza Konstantyna XI Paleologa i osadzić ją na kolumnie na placu Augusteum, a później zakonserwowaną w miodzie obwozić po muzułmańskich dworach („Kiedy więc spotkacie tych, którzy nie wierzą, to uderzcie ich mieczem po szyi”, Koran 47,4). 

Islamska agresja była bezpośrednią przyczyną upadku Cesarstwa Wschodniego, ale najpewniej nie doszłoby do niego, gdyby nie przyczyny, których należy szukać w samym Bizancjum. Można je znakomicie opisać cytatem ze słów Chrystusa Pana, który mówił do faryzeuszów, że „dom, jeśliby przeciw sobie był rozdzielony, taki dom nie może się ostać” (Mk 3,25). I nie chodzi tylko o to, że historia bizantyjskiego dworu przypomina krwawą szekspirowską pięcioaktówkę Tytus Andronikus, o której znawcy teatru mówią, że gdyby miała akt szósty, to wówczas mordowano by już widzów w pierwszych rzędach.

Idzie również o rolę Zachodu, który w decydującej chwili nie kiwnął palcem w obronie Konstantynopola (choć nie należy zapominać o poświęceniu garstki śmiałków z Wenecji, Genui i Katalonii), a 250 lat wcześniej, w wyniku niesławnej IV krucjaty, doprowadził Bizancjum do upadku, z którego Cesarstwo już się nie podniosło. To wówczas rycerze z Zachodu zmienili cel swojej pielgrzymki, którym nie był już Grób Pański, ale groby cesarzy Bizancjum.

Różnica była taka, że Grób Pański był pusty, a groby cesarskie pełne kosztowności (od bizantyjskiego historyka Niketasa Choniatesa wiemy, że nie oszczędzono nawet grobu Justyniana Wielkiego, którego zwłoki ograbiono – na Zachodzie powiemy zwłoki, ale dla prawosławnych były to relikwie, bo Justynian, czego by o nim nie sądzić, czczony jest przez nich jako święty). 

Tymi, którzy jako pierwsi wdarli się do upadającego Drugiego Rzymu byli janczarzy – oddziały formowane z porwanych chrześcijańskich chłopców zmuszanych do przyjęcia islamu i wychowywanych na religijnych fanatyków gotowych zginąć w imię religii, która ich uciemiężyła. Kim innym, jeśli nie współczesnym janczarem był morderca dobosza Rigbiego, Michael Adebolajo? Urodził się przecież w praktykującej chrześcijańskiej rodzinie w Wielkiej Brytanii. I to na Wyspach, a nie w Nigerii, skąd pochodzą jego rodzice, dostał się pod wpływ muzułmańskich imamów i jako nastolatek przeszedł na islam.

Brytania jest dziś przeżarta polityczną poprawnością (o czym świadczą kolejne aresztowania internautów dających upust swej bezsilnej złości) i tak finansowo zależna od kapitału spod znaku półksiężyca, jak Bizancjum było przeżarte korupcją, a w całej Europie Zachodniej nie ma dziś żadnej wspólnej idei, która byłaby w stanie zjednoczyć jej mieszkańców w walce przeciwko muzułmańskiemu zagrożeniu. „Będziemy bronić naszego stylu życia” – mówią politycy, ale przecież nikt nie będzie umierać za „styl życia”.

Jedyną receptą wydaje się poważne potraktowanie przez Europejczyków możliwości powrotu do ich chrześcijańskiej wiary. I tutaj ujawnia się kolejne podobieństwo do sytuacji Bizancjum. Kiedy szukając obrony dla swego kraju cesarz Konstantyn XI zawarł unię z Rzymem, wówczas usłyszał od swych wzburzonych poddanych, że „woleliby zobaczyć w środku miasta turecki turban, niż papieską tiarę”.

Wygląda więc na to, że historia się powtórzy, bo nie sądzę by Brytyjczycy byli w stanie powtórzyć nad Tamizą zwycięstwo lorda Kitchenera spod Omdurmanu, albo Polacy – zarówno na ci Wyspach, jak i ci na Kontynencie – potrafili dokonać dzieła podobnego temu, którego dokonał król Jana III (swoją drogą w tym roku mija również 330 rocznica Wiktorii Wiedeńskiej, kiedy to na jakiś czas – na jaki, to się dopiero okaże – powstrzymano islam w jego marszu przez Europę).

Cóż, muszę się pospieszyć ze zwiedzaniem angielskiej prowincji, zanim widoki zostaną zeszpecone przez wieże minaretów.

 

Jacques Blutoir  Za: Pod mitrą - nie tylko kościelne safari (29.05.2013)

Zmieniony ( 07.06.2013. )