Zmartwychwstanie żydokomuny
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
02.06.2013.

Zmartwychwstanie żydokomuny

 

Stanisław Michalkiewicz http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2838

Komentarz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    2 czerwca 2013

Ach, iluż nieporozumień można by uniknąć, gdyby nie ten fatalny brak koordynacji! Weźmy dla przykładu pana profesora Pawła Śpiewaka z Żydowskiego Instytutu Historycznego. Uwija się jak może, pisze książki i w ogóle - żeby przekonać wszystkich, że „żydokomuna” nie tylko nie istnieje, ale nigdy jej „nie było”. W ten sposób żydokomuna dołącza do katalogu rzeczy i zjawisk nieistniejących, w którym na poczesnym miejscu znajdują się Wojskowe Służby Informacyjne, izraelska broń jądrowa i tak dalej.

Cóż jednak z tego, kiedy amerykański wiceprezydent Biden, zupełnie nie wiedząc, co czyni, w jednej chwili wszystkie jego wysiłki niweczy? Oczywiście wiceprezydent Biden może nawet nie wie o istnieniu pana prof. Śpiewaka i jego heroicznych wysiłkach i tylko zwyczajnie chce podlizać się amerykańskim Żydom, bez czego jego kariera polityczna mogłaby gwałtownie się załamać na przykład na skutek oskarżenia o jakiś pedofilski epizod sprzed 40 lat - ale co z tego, skoro na skutek jego lekkomyślności wieloletnie wysiłki pana prof. Śpiewaka mogą lec w gruzach?

Bo wiceprezydent Biden właśnie publicznie podziękował żydowskim przywódcom za wspieranie instytucjonalizowania sodomickich par w Ameryce i Europie, a zwłaszcza - za urabianie w odpowiednim kierunku opinii publicznej. Skuteczność żydowskich wpływów w tym zakresie pan wiceprezydent Biden precyzyjnie oszacował aż na 85 procent! Już tam pan wiceprezydent Biden wie, co mówi, wie, co żydowskich przywódców szczególnie udelektuje, bo inaczej, chcąc się im podlizać, dziękowałby im za coś zupełnie innego, nieprawdaż? Ale nie ma rzeczy doskonałych, bo w ten sposób amerykański wiceprezydent dekonspiruje udział żydowskich przywódców i organizacji w forsowaniu na Zachodzie komunistycznej rewolucji według strategii zaproponowanej przez Antoniego Gramsciego.

Jak pamiętamy, włoski komuch Antoni Gramsci doszedł do wniosku, że zamiast przerabiać normalnych ludzi na ludzi sowieckich drogą terroru, lepiej będzie ich zoperować poprzez rewolucję kulturową. Proponował w związku z tym wprowadzenie do znienawidzonej „kultury burżuazyjnej” - jak to nazywał - „ducha rozłamu” w postaci podsunięcia dotychczasowym kategoriom kulturowym zupełnie innej treści. Słowem - „burżuazyjna” w formie, jak gdyby nigdy nic - ale już „socjalistyczna” w treści. Tę operację na niezupełnie świadomych rzeczy całych narodach komuna przeprowadza za pomocą piekielnej triady w postaci państwowego monopolu edukacyjnego, zglajchszaltowanych mediów głównego nurtu i przemysłu rozrywkowego, przede wszystkim - kina.

Ponieważ wpływy Żydów w przemyśle rozrywkowym nie stanowią dla nikogo, no, może poza młodym panem Michałem Oleszczykiem z „Tygodnika Powszechnego”, żadnej tajemnicy, podobnie jak w telewizji, to nietrudno się domyślić, że bez żydowskiego poparcia, a nawet aktywnego udziału, operacja nie byłaby możliwa.

Jeśli jednak Żydzi, przynajmniej ci, którzy mają wpływy w mediach i przemyśle rozrywkowym, angażują się aktywnie w komunistyczną rewolucję według strategii Antoniego Gramsciego, to znaczy, że żydokomuna nie jest żadnym bytem urojonym, tylko istnieje naprawdę. Dlaczego żydokomuna angażuje się w każdy bolszewicki eksperyment, to sprawa osobna i przynajmniej w tej chwili nie będziemy tego roztrząsać - ale samego istnienia żydokomuny w świetle deklaracji wiceprezydenta Bidena zakwestionować niepodobna.

Co innego, gdyby wiceprezydent Biden najpierw poradził się pana profesora Śpiewaka. Być może przekonałby go on, że na obecnym etapie lepiej zbyt ostentacyjnie nie dziękować, że z podziękowaniami jeszcze zdąży, kiedy już mniej wartościowe narody tubylcze zostaną zoperowane definitywnie. Inna rzecz, że taka perswazja mogłaby obudzić podejrzenia nawet w panu wiceprezydencie Bidenie, czy na tym docelowym etapie będzie on jeszcze komukolwiek potrzebny - a to mogłoby go trochę zreflektować w jego lizusostwie wobec Żydów. Jednym słowem - i tak źle i tak niedobrze, „i nie miłować ciężko i miłować”.

A tu jeszcze na domiar złego trwają przygotowania do czerwcowego kongresu SLD. Pan przewodniczący Miller chciałby zapewnić mu odpowiednią oprawę, toteż podejmuje próby zwabienia rozmaitych celebrytów do wystąpienia na tej imprezie w charakterze tzw. tła. Udało mu się skaptować pana Daniela Olbrychskiego, pana profesora Hartman’a i nieśmiertelnego pana Szymona Szurmieja. Sojusz Lewicy Demokratycznej ma ambicję przekształcenia obywateli naszego nieszczęśliwego kraju w ludzi sowieckich - oczywiście na tym etapie nie według metod stalinowskich, tylko według strategii włoskiego komucha Gramsciego - co kamufluje pod pozorem „modernizacji”.

Jak zwał, tak zwał - widać wyraźnie, że po staremu chodzi o przeforsowanie komuny - a o czym może świadczyć udział w tym przedsięwzięciu pana prof. Hartmana i pana Szymona Szurmieja? A o czymże, jeśli nie o żydokomunie, której istnieniu próbował zaprzeczać pan prof. Paweł Śpiewak. Jak widzimy, brak koordynacji występuje nie tylko na szczeblu międzynarodowym, ale nawet w skali naszego nieszczęśliwego kraju!

Można oczywiście zachodzić w um („zachodzim w um z Podgornym Kolą...”) skąd u pana Daniela Olbrychskiego, czy pana prof. Hartmana taka skłonność do popierania „modernizacji” - no bo pan Szurmiej zawsze stał na nieprzejednanym stanowisku. Skoro jednak 20 maja prezydent Putin wydał rozporządzenie nakazujące Federalnej Służbie Bezpieczeństwa nawiązać współpracę z kontr-razwiedką wojskową w Kraju Prywiślińskim, na razie używającym nazwy Rzeczpospolita Polska, to nie ulega wątpliwości, że musi się to jakoś przekładać na konkrety, a wśród nich również na sytuację polityczną w naszym nieszczęśliwym kraju. Wszystkiego, ma się rozumieć, to nie wyjaśnia, ale rzuca snop światła na różne sprawy, dzięki czemu można nie tylko lepiej je spenetrować, ale nawet zauważyć tzw. wstydliwe zakątki.

Jeśli tedy mamy do czynienia z systematycznym spadkiem popularności Platformy Obywatelskiej, to nieomylny to znak, iż parasol ochronny, jaki razwiedka poleciła rozpiąć nad tą formacją w 2005 roku, jest obecnie stopniowo zwijany - a jak już FSB w porozumieniu ze Służbą Kontrwywiadu Wojskowego wyłoni nowe Umiłowane Przywództwo dla mniej wartościowego narodu tubylczego, to zostanie on zwinięty całkowicie. Żeby jednak nie dopuścić do niespodzianek, pan red. Michnik 25 maja urządził na Czerskiej debatę pod hasłem: „czy zagraża nam faszyzm”. „Nam”, czyli antyfaszystom, to chyba jasne - bo przecież faszystom faszyzm zagrażać nie może.

A kto jest antyfaszystą? To proste - od czasów Józefa Stalina antyfaszystą jest każdy, kto przyłączy się do fołksfrontu. Najwyraźniej panu redaktoru Adamu Michniku powierzono przy organizacji fołksfrontu zadania - zwłaszcza zadanie dostarczenia pozoru moralnego uzasadnienia dla rozprawy z „faszystami”. Przypominam, że wojna z „faszyzmem” została ogłoszona przez bezpiekę już 11 listopada ubiegłego roku, zaraz po zakończeniu Marszu Niepodległości, a skoro po majowym rozporządzeniu prezydenta Putina o współpracy FSB z tubylczą Służbą Kontrwywiadu Wojskowego pan red. Michnik zorganizował wspomnianą debatę, to nieomylny to znak że zmagania z faszyzmem znajdują się w przededniu decydującej fazy.

Któż bowiem ma do faszystów lepszego nosa, któż najlepiej potrafi pokonać faszyzm, jeśli nie żydokomuna? Któż lepiej potrafi pojednać mniej wartościowy naród tubylczy z Rosją, niż żydokomuna? Tego lepiej nie potrafi nikt, zwłaszcza tak zwani „narodowcy”, na których Putin nie chce nawet splunąć - więc nic dziwnego, że w tych okolicznościach żydokomuna musi się objawić, chociaż pan profesor Śpiewak twierdzi, że jej „nie ma”, a nawet nigdy „nie było”.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto,