Walka lub bycie prześladowanym. Kościół nie ma trzeciej drogi
Wpisał: pch24   
01.06.2013.

Walka lub bycie prześladowanym. Kościół nie ma trzeciej drogi

 

[my nie mamy trzeciej drogi... md]

 

2013-05-31 pch24

Jeśli nie ma obrońców Kościoła - króla, cesarza, państwa, jakiejkolwiek władzy, która staje w jego obronie - Kościół jest prześladowany  – mówi w rozmowie z PCh24.pl profesor Roberto de Mattei, historyk, autor wydanej niedawno w języku polskim pracy „Sobór Watykański II. Historia dotąd nieopowiedziana”.

 

Kościół konstantyński i Kościół katakumbowy – dlaczego te dwie różne koncepcje Kościoła są tak ważne? Czemu Kościół „konstantyński” jest dzisiaj tak bardzo krytykowany?

Niedługo przypada rocznica dwóch ważnych wydarzeń, które miały miejsce w roku 312 po Chrystusie: zwycięstwa cesarza Konstantyna w bitwie pod mostem Mulwijskim oraz wydania edyktu Mediolańskiego w roku 313 - prawa, które dało chrześcijanom pełną swobodę wyznawania ich religii w całym Imperium Rzymskim. W tym roku mija tysiąc siedemset lat od tego wydarzenia. To dobra okazja do tego, by uczcić cesarza Konstantyna, którego grecki Kościół prawosławny uważa za świętego. Kościół katolicki stosuje względem niego przydomek „Wielki”, czcząc jako świętą jego matkę, św. Helenę.

Ta rocznica jest także czymś interesującym ze względu na współczesną dyskusję dotyczącą dwóch różnych koncepcji Kościoła: konstantyńskiego i katakumbowego. Niektórzy uważają, że żyjemy w epoce końca ery konstantyńskiej, początku okresu po-konstantyńskiego. Wybór nowego papieża stał się dla niektórych powodem do twierdzeń, że wybór imienia i styl bycia nowego papieża wyznacza początek zupełnie nowej epoki w dziejach Kościoła.

Moim zdaniem, nie ma zerwania, czy nawet pęknięcia, ale wręcz ciągłość między epoką katakumb – wolę mówić o niej, jako o okresie męczenników – a następującym po niej okresie konstantyńskim. To rozróżnienie między ewangelicznym modelem Kościoła ubogiego i prześladowanego, zestawianego z Kościołem związanym z bogactwem i władzą, jest alternatywą fałszywą. Między Kościołem pierwszych trzech i późniejszych stuleci istnieje relacja organicznego rozwoju.

Rocznica edyktu mediolańskiego przynosi nam jednak konieczność wyboru, stawia nas na rozdrożu. Z jednej strony możemy uznać rozwój Kościoła, który już znamy, od Kościoła prześladowanego do chrześcijańskiej cywilizacji. Możemy uznać drogę przejścia od prześladowań do wolnego Kościoła i obrony Christianitas.

Z drugiej strony możemy wybrać przeciwną drogę, od Christianitas, cywilizacji chrześcijańskiej, do Kościoła katakumbowego. Wybór jest konieczny: albo cywilizacja chrześcijańska, albo prześladowania. W historii Kościół katolicki jest albo prześladowany, albo walczy i wygrywa. Są tylko dwa scenariusze.

Czy ta fałszywa alternatywa powoduje redukcję społecznej i kulturowej roli katolicyzmu?

Niektórzy, także wewnątrz Kościoła, twierdzą, że Kościół musi zostać całkowicie uwolniony od „skażenia” władzą. Że dobrą rzeczą jest, kiedy Kościół nie jest w żaden sposób związany z władzą, że należy zakończyć żywot idei państwa katolickiego, obrony Kościoła przez państwo. Uważają, że wraz z rewolucją francuską rozpoczął się proces uwalniania Kościoła, ponieważ przed nią Kościół był spętany - poddany monarchii.

Ale co tak naprawdę dzisiaj obserwujemy? W wielu krajach współczesnego świata Kościół jest prześladowany, nie tylko w Nigerii, Sudanie czy Chinach, ale i w Europie, gdzie to prześladowanie przybiera formę dyktatury relatywizmu. Prześladowania są właśnie konsekwencją tego osławionego końca ery konstantyńskiej.

Od początku swojej historii Kościół był zwalczany i prześladowany przez wrogów. Kościół zawsze miał wrogów. Jeśli nie ma obrońców Kościoła - króla, cesarza, państwa , jakiejkolwiek władzy, która staje w jego obronie - Kościół jest prześladowany.

Dla przykładu, przez wiele stuleci katoliccy misjonarze w krajach pogańskich, byli mordowani, jeśli nie pomagała im silna władza. To prawdziwa alternatywa: bycie prześladowanym, lub walka w obronie katolickiej wiary.  Chciałbym podkreślić w tym kontekście, że akt wiary musi mieć wolny charakter. Nikt nie może nakazać komuś wiary. To powód, dla którego muszę być osobą wolną, by wyznawać wiarę katolicką. Czasami jest jednak potrzebna władza, która chroni przed atakami wrogów.

Czy model biednego Kościoła w katakumbach nie jest religijną odsłoną projektu państwa laickiego?

Projekt liberalny jest fałszywy, ponieważ neutralne, liberalne państwo w rzeczywistości nie istnieje. Mamy do czynienia z państwem o charakterze chrześcijańskim albo antychrześcijańskim. Kościół posiada swych obrońców albo prześladowców, nie ma trzeciej możliwości. Nie istnieje ona tak z teoretycznego, jak i z historycznego punktu widzenia.

Państwo pogańskie, jak miało to miejsce w pierwszych stuleciach chrześcijaństwa, prześladowało Kościół, ponieważ chciało zmusić chrześcijan do apostazji. Chciało, by wybrali między wiarą a wiernością cesarzowi.

Tymczasem w przypadku państwa chrześcijańskiego nic takiego nie miało miejsca. W cywilizacji chrześcijańskiej to wiara w Chrystusa była jedyną oficjalną religią państwową, ale nikt nie był prześladowany w tym sensie, że był zmuszany do osobistej wiary.  Chrześcijaństwo wymaga spójności między wnętrzem a zachowaniem człowieka, gwarantuje więc każdemu jego wolność. Pogaństwo i neopogaństwo obecnych czasów dąży do przejęcia kontroli nad sumieniem człowieka.

Powinniśmy o tym pamiętać, spoglądając na współczesną Europę, kiedy to francuski rząd ogłasza plany nauczania laickiej moralności.

We Francji po nowych propozycjach i wprowadzanych prawach dotyczących „małżeństw” homoseksualnych widzimy, że nie istnieje „neutralne światopoglądowe” państwo. Francuskie państwo walczy z prawem naturalnym i boskim. Koniecznie należy na to reagować. To zresztą interesujące, że we Francji mamy do czynienia z tak silną, spontaniczną reakcją zwykłych ludzi. Bronią oni tradycyjnych zasad i wartości. Myślę, że w ciągu kolejnych lat będziemy obserwować podobne ruchy w całej Europie.

Rośnie bowiem dyktatura relatywizmu, która wprowadza homoseksualizm, eutanazję, nienaturalne projekty prawne. Przykład narzucania dzieciom edukacji seksualnej pokazuje, że działający w imię „postępu” przyznają sobie prawo do kształtowania umysłów i prywatności innych, tak jak to miało miejsce z komunizmem w Rosji. To model totalitarny, atakujący życie prywatne człowieka.

Rozmawiał Mateusz Ziomber