Dziewczyna autystyczna i epileptyczka - najmądrzejsza z lewicy w Rzymie
Wpisał: Piotr Kowalczuk   
31.05.2013.

Dziewczyna autystyczna i epileptyczka - najmądrzejsza z lewicy w Rzymie

 

Piotr Kowalczuk

We Włoszech odbyły się wybory lokalne i nie byłoby powodu żeby o nich mówić,  gdyby nie to, że lewica w Rzymie wystawiła kandydaturę osoby niesprawnej umysłowo. O ideologicznym delirium mówi z Rzymu Piotr Kowalczuk:

 

Wybory same w sobie są o tyle ważne, że bierze w nich udział aż 10 milionów osób – 20 procent włoskiego elektoratu i służyć mogą jako barometr nastrojów społecznych, a też wskaźnik zmian po wyborach parlamentarnych w lutym. Jednak wieścią alarmującą, i o znaczeniu globalnym, jest to, że obóz postępu przekroczył kolejną granicę. Jak się wydaje, również absurdu.

 

W Rzymie potężna lewicowa Partia Demokratyczna wysunęła jako kandydatkę na radną 22-letnią Chiarę Ferraro. Jeśli kandydat lewicy na burmistrza Ignazio Marino wygra, Chiara przypuszczalnie zasiądzie na Kapitolu. „Zasiądzie” to jednak określenie umowne. Biedna dziewczyna cierpi na autyzm. Żyje w swoim, zamkniętym świecie. Mało z tego, co ją otacza, rozumie. Porozumieć się z nią, i to tylko do pewnego stopnia, potrafi jedynie opiekujący się nią ojciec.

Poza tym Chiara cierpi na epilepsję. Niekontrolowaną i nie do zahamowania farmakologicznie. Ojciec, jeśli kobieta zostanie radną, będzie jej tutorem. Czyli praktycznie będzie zasiadał na Kapitolu wraz z nią, a raczej za nią.

 

Naturalnie Chiarze należy się zrozumienie, współczucie i opieka. Ale wysunięcie jej kandydatury, nawet z najszlachetniejszych pobudek, budzi przerażenie i poważne obawy o stan umysłów ludzi reprezentujących w Rzymie obóz postępu, czyli awangardę walki o lepszy świat. Powiadają pomysłodawcy, że wybór powinien zwrócić uwagę i uczulić na los niepełnosprawnych. Faktycznie, w tej sprawie jest w Rzymie wiele do zrobienia. Rzym po prostu nie jest miejscem dla człowieka na wózku. Ale czy nie lepiej byłoby wybrać kogoś sprawnego umysłowo?

Drugim absolutnie absurdalnym argumentem jest to, że rzekomo w rzymskim senacie dochodzi ciągle do karczemnych kłótni. A krzyk często wywołuje u Chiary atak epilepsji. Stąd, ma nadzieję lewica, radni w obecności Chiary będą się zachowywać godnie i grzecznie. Oczywiście nasuwają się brzydkie podejrzenia, że to próba wymuszenia głosów współczuciem. Ze strony lewicy i ojca Chiary, który dla jakichś powodów nie kandydował sam. Mówi natomiast, że „politycy powinni osobiście zetknąć się z niepełnosprawnością”.

 

Cokolwiek powiedzieć, znów ideologia wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem. W imię idei może zostać wybrany do senatu ktoś, kto nie jest w stanie spełniać swoich obowiązków. Zachodzi też poważne podejrzenie, że ktoś z powodów ideologicznych chce skazać biedną dziewczynę na dodatkowe cierpienia i stres. Prymat ideologii i propagandy w imię popisu: „Patrzcie, jak wyczuleni jesteśmy na ludzkie nieszczęście” po raz kolejny wygrywa ze zdrowym rozsądkiem. Złośliwi mówią, że Chiara zdolnościami intelektualnymi nie będzie się tak bardzo różnić od innych kandydatów lewicy, więc nie ma się o co awanturować. Tak czy inaczej, chyba po raz pierwszy w historii demokratycznego świata lewica każe swoim wyborcom w imię ideologii głosować na osobę intelektualnie niesprawną totalnie.

 

Problem jest jednak szerszy i głębszy. W całej Europie do ekip rządzących różnego szczebla przyjmuje się i wybiera osoby, które co prawda na administracji ani niczym szczególnym się nie znają, ale służą za ideologiczny totem. Jeśli nie jak w tym przypadku losu niepełnosprawnych, to walki z homofobią, rasizmem, faszyzmem czy innym złem tego świata. Co więcej, jeśli tylko ktoś zgłosi wątpliwości, natychmiast staje się ofiarą moralnego szantażu i zarzutów: „Jesteś rasistą, homofobem, faszystą”, albo że za nic masz kłopoty chorych i cierpiących. I jest to po prostu moralny, lewicowy bandytyzm przy urnach. W Rzymie cel wyboru – sprawne zarządzanie czy stanowienie prawa – nie zszedł na dalszy plan, jak wielokrotnie bywało, ale po prostu znikł. I to w bogatej historii walki o postęp jest nowością.

 

Z Rzymu Piotr Kowalczuk