Relacja Zuzanny z dni 25-27 sierpnia
Wpisał: Zuzanna   
29.08.2010.

Relacja „Zuzanny” z dni 25-27 sierpnia 2010

Sierpień 28, 2010 wobroniekrzyza

Witam wszystkich!
Moje najświeższe wiadomości spod krzyża obejmą dni 25-27 sierpnia. Ataki prowokatorów wzmocnionych przez promocyjne drinki z sąsiadującego Gesslera, wzmogły się zwłaszcza pod debacie radnych w Radzie Miasta Warszawy, w sprawie krzyża. Wyjątkowo przykra i uciążliwa jest systematyczna akcja przeprowadzana przez młodych prowokatorów, którzy w trakcie Apelu Jasnogórskiego, odprawianego przez modlących się pod krzyżem wraz z kapłanem, ustawiają się tuż przy modlących się, dmuchając w ich stronę gryzącym w oczy i gardło dymem z papierosów. Właściwie trudno określić, co to jest – czy zwykłe papierosy czy jakieś narkotyki, gdyż wczoraj byłam świadkiem, jak jedna kobieta krztusiła się przez 20 minut, nie mogąc złapać oddechu. Z oczu ciekły jej łzy. W końcu poprosiła mnie o cukierka miętowego, by nawilżyć gardło, poradziłam jej przejście na inną stronę modlących, z nadzieją, że ten gryzący dym będzie tam rzadszy… Sama też odczuwałam silne drapanie w gardle i wysuszenie podniebienia, kilka osób modlących się stwierdziło u siebie zawroty głowy. Taka akcja trwa już od lipca. Wielokrotnie prosiliśmy palących mężczyzn, by nie dmuchali w modlących się ludzi, zwłaszcza, że istnieje niebezpieczeństwo alergii mogącej doprowadzić do zaburzenia oddychania. Na nic nasze perswazje i prośby. Regularnie między 21:00 a 22:00, 5-osobowa grupa mężczyzn ustawia się na tyłach zgromadzonych ludzi, zza pleców których daje się zauważyć gęsty biały dym, nakierowany w samo centrum naszego zgromadzenia.
Przez całą noc, do rana uporczywie przeszkadzali w modlitwie dwaj młodzi chłopcy. Jeden z nich był tak pijany a prawdopodobnie i naćpany, że sam potykał się o własne nogi, oczy natomiast miał półprzymknięte i zupełnie nieobecne. Nie przeszkadzało mu to jednak z cała zapalczywością dokuczać modlącym się i czuwającym pod krzyżem. Wchodził między nas wykrzykując na całe gardło „nie módlcie się do krzyża, tylko do Boga”, a kiedy próbowano go odciągnąć, obrzucał czuwających ohydnymi przekleństwami. Nad ranem spadł rzęsisty deszcz, czuwający zaczęli chować się – gdzie kto mógł, a to pod wąziutkim zadaszeniem Kordegardy, a to pod parasole, a to we framugach bramy Pałacu Potockich. Młody pijany człowiek nadal atakował. W pewnym momencie podszedł do rzeczy należących do obrońców krzyża i zaczął je rozgarniać. W końcu wyrwał jednemu z czuwających parasol i z cała siła go połamał. Człowiek ten został bez ochrony i stał cały zmoknięty na deszczu… Zawołaliśmy policjanta, który powiedział, że jego to nie interesuje. na szczęście znalazł się inny policjant, o „ludzkim sercu”, który zgarnął młodego człowieka do samochodu…
Wczoraj, 27 VIII wieczorem ataki zaczęły się ze strony jezdni. Swoją drogą zadziwiające, że Krakowskie Przedmieście zamknięte jest dla ruchu drogowego, tymczasem dokładnie w czasie apelu, przez trasę biegnącą dokładnie przed pałacem – czyli przed modlących się, wjechała grupa rozwrzeszczanych rowerzystów. Na czele tego rajdu jechał samochód jaskrawymi lampami i z tubalnym nagłośnieniem, z którego nawoływał do usunięcia krzyża i rozgromienia „fanatyków”. Akcja ta podziałała jak woda na młyn na prowokatorów. Wzmogły się wrzaski, ktoś nagłośnił okrzyki i muzykę z magnetofonu, reszta zaczęła skakać i krzyczeć. W tej wrzawie nie słyszeliśmy własnych głosów. Modlitwa jednak nie ustawała… Po rajdzie zdawało się, że nastąpi chwila oddechu, niestety, nagle Krakowskim Przedmieściem przejechał kolorowy autobus, bez okien i bez dachu, pełen rozwrzeszczanych młodych ludzi, nad którymi unosiły się ciężkie, barowe dźwięki techno, z głośników, od których dosłownie drżał chodnik pod naszymi nogami. W momencie, kiedy autobus mijał krzyż, jeden z „pasażerów” wystawił przez okno kukłę nagiego ciała kobiecego.
Tymczasem trzeba zaznaczyć, że wśród modlących się pod krzyżem przybywa wiele nowych twarzy. Wczoraj oklaskami powitali wierni wiadomość, że na apel przybyło aż 5 kapłanów! Widać było wielu młodych ludzi, którzy przyjechali wraz ze swymi duszpasterzami z różnych parafii. Wśród pamiątek pozostawionych pod krzyżem zauważyłam parafię z Powsina, jest grupa z Łomianek, z Podlasia… Piątą noc czuwa pod krzyżem kobieta ze Śląska.
Wielu prowokatorów przedstawia ludzi spod krzyża jako margines społeczny, dewiantów, bezdomnych lub nienormalnych. Jak wszędzie w takich okolicznościach, wśród zgromadzonych pojawia się wielu różnych ludzi. Są wśród nich osoby bezdomne, są także ludzie dziwacznie ubrani lub egzaltowani. Ale jakież to ma znaczenie…? Traktowanie ich jako gorszych jest przecież echem tego, co działo się w III Rzeszy. Każdy człowiek jest bezcennym skarbem wobec Boga i takim powinien być dla nas. Każdy zasługuje na szacunek i na obronę, tym bardziej wobec hałaśliwych haseł o tolerancji, równych prawach itd, itd… podnoszonych ostatnio w naszym kraju.
Na koniec chcę jeszcze zwrócić się z małym apelem. Robi się coraz chłodniej, noce i poranki bywają deszczowe. Czuwający mają często mokre buty, mokre nogi, marzną… Jeżeli ktoś z ludzi dobrej woli posiada w domu rzeczy, którymi mógłby się podzielić, byłoby to bardzo pomocne. Chodzi zwłaszcza o kurtki przeciwdeszczowe, buty lub kalosze – na miarę możliwości, czapki, szaliki lub chusty, koce, poduszki i – co ważne – kubeczki jednorazowe. Za wszystkie przejawy wrażliwości dziękuję
Pozdrawiam serdecznie, zs