Na zdechnięcie
Wpisał: Iza Brodacka   
23.11.2013.

Na zdechnięcie

40 % rozpoznań stanu wegetatywnego jest diagnostyczną pomyłką

Iza Brodacka

Znajoma  „nabawiła się” pieska  ( u nas w domu tak mówi się o kolejnych naszych zwierzętach z wypadku, wyrzuconych czy też przywiązanych w lesie)   podczas wycieczki. Stał sobie w wiejskim gospodarstwie na łańcuchu,  straszliwie wychudzony,  bez jedzenia i wody . Indagowana o to właścicielka psa odpowiedziała,  że piesek przeznaczony jest „na zdechnięcie”. Mało szczeka, za dużo je i jest w ogóle nieużyteczny. Znajoma zdecydowała się go zabrać i tak się stało.

 Wyobraźmy sobie co działoby się gdyby gospodyni uparła się, że pies ma zdechnąć z głodu i pragnienia tak jak postanowiła i nie zgodziłaby się go wydać. Nie obeszłoby się zapewne bez interwencji policji i straży ochrony zwierząt. Nie sądzę, żeby ktokolwiek przyznał wiejskiej gospodyni prawo do zagłodzenia na śmierć własnego psa.

 Eluana Englaro pozostająca przez 17 lat w śpiączce po wypadku samochodowym zmarła  9 lutego 2009 roku  z głodu i pragnienia w nowoczesnej klinice Le Quiete w Udine.  O taką śmierć walczył dla niej własny ojciec. Na taką śmierć skazały ją sądy różnych instancji. Zgodnie z zaleceniami sadu apelacyjnego miała umierać godnie. Oznaczało to podawanie środków przeciwbólowych oraz kosmetykę umierającego ciała. Na szczęście cierpiała tylko dwa dni.

O wiele gorszy los spotkał Amerykankę Terri Schiavo . Zmarła z głodu i pragnienia  31 marca 2005 roku po trwającej 13 dni bolesnej agonii. Strażnicy pilnowali żeby opiekujący się Terri  ksiądz Malanowski nie zdołał zwilżyć jej ust. Wyrok nakazujący uśmiercenie Terri uzyskał w sądzie jej mąż Michael. Był wtedy już od lat w innym związku, miał dwoje dzieci, liczył na spadek.

Na zamordowanie Terii nie zgadzali się jej rodzice. Sami chcieli zając się córką nikogo nie obciążając opieką.  Terri nie była podłączona do aparatury podtrzymującej życie, była  tylko sztucznie odżywiana. Rodzice przegrali walkę o życie córki i została ona w majestacie prawa zagłodzona na śmierć.

 Bywa jeszcze gorzej. W 2011 roku w szpitalu w London w kanadyjskiej prowincji Ontario lekarze wbrew woli  rodziców chcieli poddać eutanazji (przez odłączenie od respiratora) 13 miesięcznego chłopczyka, który nie był w stanie samodzielnie oddychać. Sąd w Ontario przychylił się do opinii lekarzy. Rodzicom udało się jednak  porwać dziecko i przewieźć do USA gdzie zostało poddane operacji umożliwiającej samodzielne oddychanie.

Po śmierci Eluany  w polskiej prasie rozpętała się dyskusja na tematy etyczne i ontologiczne. Zwolennicy uśmiercenia Eluany odbierali jej prawa do bycia istotą ludzką w oparciu o podejrzenie, że „pozbawiona jest doznań i świadomego ich kontemplowania”.

Takie definicje mają znane tradycje. Żeby bezkarnie skazać kogoś na śmierć wyklucza się go uprzednio, na podstawie arbitralnie przyjętej definicji,  ze wspólnoty ludzkiej.

 Równie nieostra jak cytowana powyżej definicja człowieczeństwa  jest definicja śmierci mózgowej, nadużywana zresztą przez zespoły pracujące przy pobieraniu narządów do transplantacji. Nie brakuje przykładów osób którym udało się obudzić, czyli zadać kłam odmawiającej im prawa do życia diagnozie.

  Najsłynniejszym uratowanym pacjentem jest Terry Wallis, który obudził się ze śpiączki po 19 latach od wypadku samochodowego. Jan Grzebski z Bydgoszczy, też pozostający w stanie śpiączki przez 19 lat, słyszał - jak twierdził-  lekarzy i odwiedzająca go rodzinę, lecz nie był w stanie nawiązać z nimi kontaktu. Po odzyskaniu przez niego zdolności mówienia i poruszania się lekarze oświadczyli, że diagnoza była pomyłką. Jak twierdzi dr Steven Laureys z uniwersytetu w Liege 40 % rozpoznań stanu wegetatywnego jest właśnie  diagnostyczną pomyłką. Tak czy owak łatwo wyobrazić sobie jak czułby się Jan gdyby zdecydowano się odłączyć go od aparatury podtrzymującej życie – jak to się w transplantacji praktykuje- dopiero po pobraniu narządów. Wątpię czy podano by mu znieczulenie.

 Inny Polak,  Krystian Ławniczak z Poznania, który miał resztę życia spędzić bez świadomości obudził się po 5 miesiącach. W klinice profesora Jana Talara w Bydgoszczy przywrócono życiu również  Patryka Czarkowskiego. Gdy matka chciał odebrać dokumenty ze szpitala w Pile gdzie leżał po wypadku i trepanacji czaszki lekarz powiedział: „ po co pani dokumenty, przecież dziecko nie żyje” .

Polska amazonka Agnieszka Terlecka,  która zapadła w śpiączkę po upadku z konia życie zawdzięcza tylko determinacji ojca.  Lekarze stwierdzili u niej   śmierć pnia mózgu i nalegali na pobranie narządów. Ojciec siłą wyrwał dziewczynkę ze szpitala i oddał pod opiekę doktora Talara. Wróciła do życia, zdała maturę. Gdyby nie ojciec bezkarnie rozebrałoby ją na części zamienne.

W klinice założonej przez Ewę Błaszczyk też już udało się przywrócić świadomemu życiu pierwszych pacjentów.

 Nie mam zamiaru dręczyć państwa powrotem do tej trudnej dyskusji sprzed lat. Chciałam zwrócić uwagę na jeden z jej aspektów. Włoskie zakonnice ofiarowywały się za darmo pielęgnować Eluanę. Zwolniłyby więc od tej kłopotliwej opieki jej ojca. Nie zgodził się na to ani ojciec, ani co ważniejsze sąd. Podobnie było w przypadku Terri Schiavo. Opiekę nad nią chcieli całkowicie przejąć i finansować rodzice. Zabroniono im tego i dopilnowano wykonania na niej wyroku  śmierci.

 Chciałam napisać „ i tu jest pies pogrzebany” ale uświadomiłam sobie, że -w jawnym przeciwieństwie do Eluany i Terri – pies odebrany przez znajomą bynajmniej nie jest pogrzebany i miewa się bardzo dobrze. Nikt nie zgodziłby się przecież na skazanie psa na śmierć głodową. W najgorszym przypadku zostałby uśpiony. Jeżeli mąż Terri i sąd tak bardzo troszczyli  się o jej dobro  dlaczego za wzorem doktora Mengele nie zdecydowali się na szpilę z fenolu prosto w serce. Albo na preparat stosowany przy usypianiu zwierząt?. Dlaczego pozwolił jej konać w męczarniach przez 13 dni.?

 Pani Ewa Blaszczyk- i chwała jej za to -  założyła klinikę żeby ratować swoją córkę, która zapadła w śpiączkę.  Wyobraźmy sobie, że klinika Budzik z jakiś przyczyn bankrutuje. Oczywiste jest, że pani Ewa zabiera córkę do domu i opiekuje się nią tak doskonale  jak dotąd. Czy możemy sobie wyobrazić, że jakiś niezależny sad skazuje córkę pani Ewy na śmierć głodową , nie pozwala się nią zająć rodzonej matce i skrupulatnie pilnuje wykonania wyroku? A przecież to właśnie spotkało Elanę, Terri i ich najbliższych i o mało nie spotkało chłopczyka z Kanady.

 Eutanazja, którą reklamowano jako „ dobrą śmierć” na żądanie umęczonego chorobą pacjenta stała się usprawiedliwieniem okrutnych morderstw sądowych.

Każda z lewackich propozycji wprowadzanych do naszego życia na zasadzie tolerancji szybko obraca się przeciwko nam, czyniąc nas przedmiotem totalitaryzmu równie groźnego jak hitleryzm. To co miało być tolerowane jako uprawnienie mniejszości szybko staje się przymusem dla większości, wbrew jej woli.  Przekonali się o tym choćby starsi Holendrzy, którzy boją się iść do  lekarza gdyż mogą wbrew własnej woli -ale dla ich własnego dobra oczywiście- zostać poddani eutanazji.