Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 57 gości
S T A R T
Wednesday 18 September 2019 10:59:54.27.
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
 
POLECANE
Cud Eucharystyczny z 1399 r.Najświętsze Trzy Hostie. Z okazji Bożego Ciała. Drukuj Email
Wpisał: Mieczysław Noskowicz   
26.05.2016.

Cud Eucharystyczny z 1399 r.

Najświętsze Trzy Hostie.

[Przypominam z okazji święta Bożego Ciała, MD]

2012-5-6      http://www.bibula.com/?p=56365

 

[ w Bibule i w oryginale książki piękne zdjęcia kościołów i Tych Hostii . Radzę zobaczyć - oraz kupić książkę Noskowicza.

Wg. Noskowicza żydzi chodzili w procesji Eucharystycznej, na czele,  w swych uroczystych szatach, z krwawymi nożami w rękach – na pamiątkę Cudu. Czy Anno Domini 2016 też spełnili swój obowiązek?  MD]

 

 

Cud Eucharystyczny z 1399 r. przypomniano w Poznaniu.

Wznowiona została książka Mieczysława Noskowicza z 1926 r., która poświęcona jest temu wydarzeniu.

 

Świętokradztwo

W 1399 r. żydzi przekupili dwie kobiety w Poznaniu, matkę i córkę, by postarały się o konsekrowane Hostie. Kobiety postanowiły wykraść je z kościoła Dominikanów przy ul. Szewskiej (dziś kościół o. Jezuitów). Po nabożeństwie ukryły się w kącie, czekając na zamknięcie kościoła. Kiedy zostały same, matka dwukrotnie próbowała otworzyć drzwiczki tabernakulum, ale za każdym razem jakaś siła rzucała ją o ziemię. Wreszcie za trzecim razem, podtrzymywana przez córkę, wyjęła cyborium, a z niego trzy Hostie, które zawinęła w białą chusteczkę. Obie znów ukryły się w kącie, czekając na otwarcie kościoła i na popołudniowe nabożeństwo. Łatwo im było zmieszać się z wiernymi, a po nabożeństwie opuściły kościół bez przeszkód.

Od razu udały się do żydów, którzy zapłacili im umówioną sumę i zabrali trzy Najświętsze Hostie. Rabini i starsi kahału, w sumie trzynastu żydów, poszli z Hostiami do kamienicy zwanej Świdwińską przy ul. Sukienniczej (dziś ul. Żydowska) i tam w piwnicy ustawili stół, na który rzucili Hostie. Chcieli sprawdzić, czy jest to prawdziwe Ciało Pana Jezusa. Najstarszy z żydów przebił nożem jedną z Hostii i wtedy wytrysnęła z niej krew na jego twarz. Za chwilę reszta żydów przy świetle pochodni kłuła bez opamiętania trzy Najświętsze Hostie, mimo że krew z nich lała się po całym stole. Bluźnili przy tym i „rzucali najpotworniejsze obelgi przeciw Chrystusowi”.

W 1570 r. kustosz poznański i kanonik warmiński ks. Tomasz Treter opublikował po łacinie historię trzech Hostii, która wydarzyła się w Poznaniu w 1399 r. Do dziś, jak pisał, a więc do czasu, kiedy powstała jego książka, ślady Krwi Najświętszej wylanej z Hostii „wprawiają wpatrujących się w wielkie podziwienie i uszanowanie. Pobudzają też cudownie pobożne serca do oddania Chrystusowi-Odkupicielowi powinnego dziękczynienia, za to, że nie tylko na Golgocie, podczas gorzkiej męki Swej raczył dla zbawienia rodzaju ludzkiego wylać obficie Krew Swoją Najświętszą, ale i tutaj w Poznaniu, na udowodnienie prawdy wiary katolickiej, jako w Najświętszym Ołtarza Sakramencie jest prawdziwie Ciało i prawdziwa Krew Jego”.

Cudowne uzdrowienia

Żydzi coraz większy podnosili wrzask, pastwiąc się nad Hostiami. Im więcej krwi tryskało, „w tym większy szał nienawiści i większą żądzę wywarcia całej swej złości popadli”. Ponieważ kamienica znajdowała się w dzielnicy żydowskiej, więc słyszący te krzyki żydzi zbiegli się na tę „Boga znieważającą ceremonię”.

Tylko jedna żydówka, niewidoma od urodzenia, kiedy dowiedziała się, że rabini doświadczają, czy w chlebie, którzy chrześcijanie uważają za swoją największą świętość, jest rzeczywiście prawdziwe Ciało i Krew Jezusa, zaczęła się do niego modlić o uzdrowienie. Gdy tylko skończyła swoją modlitwę, Pan Jezus cudownie przywrócił jej wzrok. Wyszła na ulicę i zaczęła głośno wyznawać Chrystusa.

Żydzi przestraszyli się następstw tego coraz głośniejszego czynu i postanowili pozbyć się Hostii. Próbowali je spalić, ale Hostie wychodziły z ognia i unosiły się nad płomieniami nietknięte. Wrzucali je wiele razy do ustępu, a potem do studni, która do dziś znajduje się w dolnej kaplicy kościoła Pana Jezusa, a wtedy było to pomieszczenie, w którym bezcześcili oni Ciało Chrystusa, ale i te próby zniszczenia Hostii okazały się daremne.

W końcu postanowili zakopać je za miastem na trzęsawiskach. 15 sierpnia 1399 r. w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zawinęli je w płótno i wysłali dwóch starszych kahału, którzy poszli przez miasto.

Po drodze mijali żebrzącego kalekę, który został cudownie uzdrowiony. Przechodzili obok domu, w którym leżał umierający człowiek. I on został uzdrowiony. Jednak nie zwracali w ogóle uwagi na te znaki Boże, tylko „trwali w swej zaciętości przeciw Chrystusowi”. W końcu przyszli na miejsce, które uznali za najlepsze do pozbycia się tu „zbrodniczo zbezczeszczonych Hostii Najświętszych”.

Dziś znajduje się tu kościół Bożego Ciała w Poznaniu. Wtedy było to miejskie pastwisko bydła. Tam zakopali Hostie, zarzucili je błotem i wrócili do domu.

Cud Eucharystyczny

W następną niedzielę 22 sierpnia pasterz trzody miejskiej, Maciej, przyprowadził na pastwisko bydło. Było to miejsce, gdzie żydzi zakopali trzy Najświętsze Hostie. Zostawił tam swego syna, a sam poszedł na Mszę św. do miasta. W pewnej chwili chłopiec zobaczył, jak wszystkie krowy i woły uklękły przednimi nogami i głowy podniosły do góry. Zobaczył trzy Hostie, unoszące się jak motyle w powietrzu. Kiedy ojciec wrócił z kościoła, syn opowiedział mu, co się wydarzyło na pastwisku. Maciej nie chciał w to uwierzyć. Lecz niedługo obaj zobaczyli klękające bydło i unoszące się w powietrzu trzy Hostie. Sami upadli na kolana. Zaraz potem Maciej pobiegł do miasta, by opowiedzieć o cudzie. Najpierw udał się do radcy grodzkiego, który jednak nie uwierzył w to, o czym mówił pasterz. Radca skierował go do magistratu. Tam Maciej opowiedział wszystko burmistrzowi Poznania.

Ten uznał to za brednie i kazał zamknąć Macieja w wieży. Drzwi więzienia zamknięte na ciężkie rygle same się otworzyły, a więzy opadły z rąk pasterza. Cudownie uwolniony poszedł znowu do radcy i powtórzył to, co już raz opowiedział. Radca kazał jeszcze raz zamknąć Macieja, ale zwołał urzędników magistratu, ławników i proboszcza kościoła farnego, którzy udali się na miejsce wskazane przez pasterza. Zobaczyli klęczące bydło i trzy Najświętsze Hostie latające w powietrzu. Oddali cześć Bogu ukrytemu w cudownych Hostiach i wrócili do miasta. Radca wypuścił Macieja na wolność i zwołał naradę magistratu. Potem wszyscy wraz z księdzem proboszczem poszli do biskupa poznańskiego Wojciecha Jastrzębca.

Biskup po wysłuchaniu relacji urzędników magistratu, zwołał duchowieństwo Poznania, do którego przyłączyły się bractwa i cechy oraz tysiące wiernych. Przy dźwięku dzwonów wszystkich kościołów na miejsce cudu udała się cała ta wielka procesja. Kiedy biskup nakazał najstarszemu z kapłanów podnieść rękami Najświętsze Hostie z błota, te, jak żywe motyle, same uniosły się w górę i opadły na patenę, którą trzymał ksiądz. We wspaniałym pochodzie triumfalnym procesja powróciła do miasta, udając się do kościoła farnego, gdzie złożono Najświętsze Hostie w tabernakulum.

Potem nastąpiły spory, w którym kościele ostatecznie mają się znaleźć cudowne Hostie. Ale Pan Bóg sam wskazał miejsce. Hostie bowiem znikły z zamkniętego tabernakulum kościoła farnego i przeniosły się tam, gdzie je znaleziono. W ten sposób trzy razy Najświętsze Hostie po kilku godzinach przenosiły się na pastwisko, chociaż za każdym razem umieszczano je w innym kościele. Unosiły się tam w powietrzu i wszyscy mogli je zobaczyć. Zrozumiano, że Pan Jezus chce, by to w tym miejscu oddawano mu cześć. Biskup polecił wybudować tu drewnianą kaplicę.

Wyrok

Zrozumiano też, że Hostie objawiły się cudownie wskutek świętokradztwa, ponieważ ktoś wcześniej musiał je wykraść z kościoła. Do ratusza zgłosili się świadkowie. Jednym z nich był cudownie uzdrowiony kaleka, a drugim żydówka, która odzyskała wzrok. To ona przyczyniła się do ujęcia żydów i wynajętych przez nich kobiet. Żydów postawiono przed sądem, ale najpierw wypierali się wszystkiego. W końcu przyznali się do winy i opowiedzieli szczegółowo, „jak się pastwili nad Najświętszymi Hostiami”. Wskazali też kobiety -świętokradczynie, Krystynę i Annę, które przyznały się do swojej winy. W tamtych czasach kradzieże, świętokradztwo i zbezczeszczenie religijnych świętości karano śmiercią. Rabina i trzynastu starszych kahału oraz Krystynę i jej córkę skazano na spalenie na stosie. „O fanatycznej nienawiści żydów ku Chrystusowi, która najprawdopodobniej była powodem tak strasznego wyroku, pisze jeszcze ks. Tomasz Treter w dziele swoim, co następuje: ‘A co im do łatwiejszego duszy zbawienia niemałej przydać mogło pomocy, tego oni na złe zażywając i w ślepocie, zatwardziałości swojej zostając, na większe jeszcze bluźnierstwa, ba nawet uszów chrześcijańskich niegodne, podawali się, cieszyli i chlubili w rzeczach niegodziwych. A zatem, gdy na pozyskanie ich Bogu, czas daremnie i staranie trawiono, dekret śmierci odebrali na siebie, na którą ochotnym sercem szli, jakoby z Abrahamem, Izaakiem i Jakóbem patryarchami wieczerzą jeść mieli’.

Jak z powyższego słusznie można przypuszczać, że do tak strasznego wyroku przyczyniła się najwięcej nienawiść fanatyczna żydów oraz ich bluźnierstwa, jakich nawet wobec sądu nie szczędzili Bogu utajonemu w Najświętszych Hostiach”, pisze Noskowicz. Wyrok wykonano na podmiejskich polach.

Żydzi postanowili jednak zaprzeczyć, że zbrodni świętokradztwa dokonali oni.

Zwalili całą winę na syna pasterza Macieja - Pawełka, któremu przypisali kradzież cyborium z kościoła Dominikanów, zbezczeszczenie Hostii, a następnie zrzucenie winy na żydów. Według nich trzynastu żydów z rabinem i dwiema kobietami zostało spalonych niewinnie. Gmina żydowska wniosła do króla Władysława III prośbę o wznowienie procesu.

Zarządzono powtórne bezstronne śledztwo w 1434 r. i wznowiono proces, który trwał 20 lat. Żydzi nie umieli jednak dostarczyć przekonywających dowodów na niewinność uprzednio skazanych osób. Sąd po rozpatrzeniu materiału zaostrzył jeszcze wyrok. Gmina żydowska musiała co roku wpłacać na procesję Bożego Ciała datek w wysokości 800 tynfów, a co sto lat trzech starszych z gminy musiało iść z nożami w ręku na czele procesji.

Kościoły

Król Władysław Jagiełło ufundował w miejsce drewnianej kaplicy na polu, gdzie miał miejsce cud trzech Najświętszych Hostii, murowany kościół Bożego Ciała, którego budowę rozpoczęto w 1406 r. Przed bitwą pod Grunwaldem król Jagiełło ślubował, że jeśli ją wygra, odbędzie pieszą pielgrzymkę do Poznania, aby nawiedzić kościół Bożego Ciała i pokłonić się Jezusowi w Najświętszym Sakramencie, co też uczynił. Przyszedł do Poznania 25 listopada 1410 r.

W latach 1465-1470 Karmelici na miejscu kościoła Jagiełły wybudowali znacznie większy kościół wraz z klasztorem. Jak pisze Noskowicz: „Świątynia Bożego Ciała była swego czasu tak poważną, że biskupi poznańscy, wjeżdżając pierwszy raz do Poznania, aby objąć rządy w diecezji, wstępowali najpierw do kościoła Bożego Ciała, aby tutaj podziękować Bogu za wyniesienie na godność biskupią”. Kościół Bożego Ciała w Poznaniu był słynny w całej Polsce jako miejsce cudowne. W roku 1609 ks. Tomasz Treter wydał „Księgę Cudów” tego kościoła, która zawiera opis 376 cudownych interwencji z okresu lat 1493-1604. Cudy te nastąpiły po nawiedzeniu kościoła Bożego Ciała i oddaniu tu pokłonu Najświętszemu Sakramentowi.

Kult Bożego Ciała w Poznaniu miał w średniowieczu charakter ogólnopolski i był porównywalny z kultem Matki Bożej Częstochowskiej. Kult ten wychodził poza granice Polski. Kościół poznański był w grupie kilkunastu najważniejszych sanktuariów europejskich. W Polsce kult poznański rozwinął się w XV i XVI w. i był w tym czasie silniejszy niż kult jasnogórski, który rozwinął się w XVII i XVIII w.

W 1704 r. po długich staraniach, po uzyskaniu kamienicy Świdwińskiej, gdzie żydzi kłuli nożami Ciało Pana Jezusa znajdujące się w trzech Hostiach, gdzie nastąpił cud krwi wytryskującej z tych Hostii i gdzie zamurowali oni w filarze okna pocięty na kawałki, zakrwawiony stół, na którym bezcześcili ciało Pańskie, oraz po wsparciu uzyskanym w dekrecie papieskim na soborze trydenckim, Karmelici wznieśli na gruzach tej kamienicy nową świątynię zwaną dziś kościółkiem Pana Jezusa. Kościół został poświęcony przez ówczesnego biskupa poznańskiego Hieronima Wierzbowskiego.

Pierwszą historię trzech Najświętszych Hostii napisał wielki historyk Jan Długosz. Uczynił to kilkanaście lat po wydarzeniach z 1399 r. Pisali o cudzie również: Kromer, Miechowita i cytowany ks. Tomasz Treter.

W 1926 r. wydano w Poznaniu książkę Mieczysława Noskowicza pt. „Najświętsze trzy Hostie 1399”. Niedawno wznowiono tę książkę w tym samym Poznaniu.

 „Gazeta Wyborcza” i inne podobne media, szukające we wszystkim, co polskie i katolickie, antysemityzmu, uznały ją za antysemicką. Tymczasem książka ta nie ma nic wspólnego z antysemityzmem. Opisuje cud Eucharystyczny, który miał miejsce, który widziało tysiące ludzi i który opisali historycy, w tym Jan Długosz. Wielki polski król Władysław Jagiełło ufundował w miejscu cudu kościół, który stał się słynny w całej Europie. Dopiero potem miejsce to zostało zapomniane i „wyciszone”. Trzeba mu przywrócić pamięć.

Marianna Dark

Książkę Mieczysława Noskowicza „Najświętsze Trzy Hostie” w wersji oryginalnej wznowiło Wydawnictwo WERS z Poznania.

Wydawnictwo WERS
Skr. Poczt. 59, Oddział 4, 60-962 Poznań 10
e-mail: wolna-polska@wp.pl

Gorąco polecamy tę lekturę!

 
Polską rządzi[-ł] układ przestępczy z B. Komorowskim na czele. Drukuj Email
Wpisał: Wojciech Sumliński   
20.05.2016.


Polską rządzi[ł] układ przestępczy z B. Komorowskim na czele.

 

Graś, Bondaryk, Tobiasz.

Losy dziennikarza śledczego w zderzeniu z władzą Platformy.

Wojciech Sumliński MIAŻDŻY faktami posłów PO, w programie Na Żywo! TVP Info. Awantura na antenie!

 

https://youtu.be/fJhReyqEOec  Dziesięć minut.

 

 

Banda z PO ciągle przerywa, wrzeszczy. To posłowie, zdaje się ! Wrzeszczą jak najęci, to bezczelni ROZBIJACZE  rozmowy. Mirosław Dakowski

==========================

https://youtu.be/71VW5qN5QNE

Też na ten temat. 36 Minut – ale już nie w TVP... (prod. Magnes.TV)

Jak niszczono POlskę - FAKTY

==============================

Układ Otwarty: Wojciech Sumliński - część I (prod. Magnes.TV)

Układ Otwarty: Wojciech Sumliński - część I

23 minuty

 

Zmieniony ( 20.05.2016. )
 
Testament Józefa Mackiewicza Drukuj Email
Wpisał: Izabela BRODACKA   
18.04.2016.

Testament Józefa Mackiewicza

 

Izabela BRODACKA

Wszyscy miłośnicy koni żywo interesują się problemem niewyjaśnionych padnięć klaczy arabskich w  Janowie Podlaskim. Ze zrozumieniem przyjęliśmy do wiadomości, że w tej sprawie prowadzone jest staranne śledztwo, że dokładnie zbadano skład paszy podawanej koniom wykrywając tam niepożądane substancje i że wkrótce odbędzie się ekshumacja i ponowna autopsja zwłok pięknej klaczy Pianissimy, która spokojnie spoczywa na cmentarzyku dla zasłużonych janowskich  koni.

Uświadomiłam sobie, że zwłoki Pianissimy traktowane są z większym szacunkiem niż zwłoki choćby Ani Walentynowicz, nie tylko znieważone przez przeprowadzających autopsję rosyjskich konowałów (przez umieszczenie w jej czaszce różnych  śmieci) lecz pochowane w Polsce w cudzym grobie i wożone po całym kraju w celu prawidłowego ich rozpoznania. Dlaczego oczywistym wydaje się, że trzeba wyjaśnić do końca sprawę Pianissimy natomiast tak wiele osób usiłowało uniemożliwić rodzinie Ani ustalenie kogo zamiast niej pochowano na Srebrzysku i gdzie jest jej ciało?  Obawiam się, że całe śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej prowadzone było z mniejszą starannością niż śledztwo w sprawie arabskiej klaczy.

Parę lat temu pewna dzielna krówka uwolniła się z transportu do rzeźni. Kilka godzin biegała po szosie kryjąc się przed oprawcami, a wszyscy kibicowali jej ucieczce. Ostatecznie została wykupiona z rzeźni i otrzymała od miłośników zwierząt dożywocie. Jak to  sformułował jeden z dziennikarzy- jałówka dostała od ludzi „drugą szansę”. Dziecko które urodziło się żywe w trakcie przeprowadzanej w szpitalu przy ulicy Madalińskiego aborcji  nie dostało tej „drugiej szansy”. Pozwolono mu umrzeć na szpitalnym stole i pomimo jego rozpaczliwego płaczu nie udzielono mu pomocy.  Jak widać w świadomości społecznej zaszły drastyczne zmiany. Życie i losy zwierzęcia są dla wielu ważniejsze od życia ludzi.

Tak jak dla „ekologów” losy żab w dolinie Rospudy były ważniejsze od losu osób ginących w wypadkach na szosie przecinającej Augustów.

Jesteśmy w trakcie nowego rozdania kart, nowego podziału świata. Równie oczywisty wydaje się fakt, że pisana jest nowa wersja historii, która ten podział ma sankcjonować. W nowej wersji historii odpowiedzialność za holocaust ma być zdjęta z Niemiec i przeniesiona na kraje, których obywatele byli przez Niemców, podobnie jak Żydzi, mordowani i  prześladowani.

Z niejasnych dla mnie przyczyn Europa chce popełnić samobójstwo. Przeszkadzają w tym obywatele  państw narodowych. Dlatego najpierw usiłowano zamienić te państwa w bezosobowe euroregiony, a teraz państwa najbardziej niezależne chce się rozbroić, zneutralizować, rozebrać jak Jugosławię, zmienić w nic nie znaczące politycznie skanseny różniące się co najwyżej lokalnym sposobem przyrządzania gulaszu czy sera.

  Dla tych celów podstawową przeszkodą jest prawda historyczna. Historia -jak za czasów  komunizmu- ma funkcjonować jako zbiór mitów, za kwestionowanie których grozi kara.

Komunizm miał swoją galerię komunistycznych świętych. Poczynając od Pawki Morozowa, który donosił na swoich rodziców, poprzez Janka Krasickiego i Małgorzatę Fornalską do Szczypiorskiego, który podobnie  jak Pawka donosił na rodziców. Jeżeli bohaterów narodowych zgodzimy się traktować jak morderców, w logicznej konsekwencji ofiary komunistów muszą być traktowane jako przestępcy albo w najlepszym przypadku jako nic nie znaczące wióry historii. Tak przez wiele lat traktowane były ofiary komunistycznego ludobójstwa, przede wszystkim żołnierze niezłomni.

Natomiast tak zwana opozycja kontraktowa gloryfikowała swoje cierpienia roztkliwiając się nad każdą interwencją cenzora i nad  każdym ciosem pałką. Na przykład Roman Zimand jako dowód szczególnych prześladowań traktował fakt, że przez pewien czas musiał publikować swe teksty pod nazwiskiem Hiwern. Jego igraszkom z cenzurą kibicowała cala „warszawka”. Zimand podobno wstydził się czasów gdy z naganem w ręku rozkułaczał polskich chłopów i wyrzucał profesorów z uniwersytetu. Tak mi przynajmniej mówił. Nie sądzę żeby do podobnej refleksji był zdolny Bauman czy Kołakowski.

Praktykowanie kultu „komunistycznych świętych” wymagało, aby poniżać naszych prawdziwych  bohaterów, aby nie dopuścić do opinii publicznej wiedzy o  ich losach. Nowa wersja historii -to przecież Polacy mają przejąć niemieckie winy -wymaga żeby nie dopuścić do wyjaśnienia sprawy Jedwabnego. Dlatego po kłamliwych publikacjach Grossa śledztwo zostało przerwane. Rzekomo pod naciskiem środowisk żydowskich przeciwstawiających się z religijnych przyczyn ekshumacji ciał w słynnej stodole.

Niewyjaśniona została sprawa mordu na księdzu Popiełuszce. To paradoks ale do dziś obowiązuje ubecka wersja zdarzeń. Skazani za to morderstwo dawno są na wolności i nikt nie próbował wyjaśnić roli mecenasa Edwarda Wende w tej sprawie. Edward Wende załatwił dla kierowcy księdza, Waldemara Chrostowskiego bardzo wysokie odszkodowanie za zniszczone ubranie i stłuczony w czasie skoku z samochodu łokieć. Nigdy przedtem nie zdarzyło się  żeby resort zapłacił za cokolwiek odszkodowanie, nawet za tortury, czy za utratę życia. Edward Wende nie żyje ( z przyczyn naturalnych)  a środowisko prawnicze ustanowiło nagrodę jego imienia. Dociekliwy prokurator Witkowski był konsekwentnie odsuwany od sprawy, a wyjątkowo uporczywy w poszukiwaniu prawdy Wojciech Sumliński był i jest prześladowany z całą ubecką zaciekłością.

Nie wyjaśniono również zabójstwa generała Papały, morderstwa na Jaroszewiczach, mordu na generale Fonkowiczu. Nie wyjaśniono wypadku prezesa NIK Waleriana Pańki, ani wypadku euro-posła Filipa Adwenta.

A przede wszystkim nie wyjaśniono przyczyn katastrofy smoleńskiej.

„Jedynie prawda jest ciekawa” napisał Józef Mackiewicz.  Jak wiemy za niewykonanym wyrokiem śmierci na Mackiewicza stała prawdopodobnie agentura sowiecka w AK.

Otwarcie wszelkich archiwów, udostępnienie opinii publicznej akt zastrzeżonych IPN, to wypełnienie nie pisanego testamentu Mackiewicza. Oczywiście, że to będzie bolało- tak jak musi boleć przecięcie wrzodu niszczącego społeczny organizm.

Tekst drukowany w Warszawskiej Gazecie

Zmieniony ( 18.04.2016. )
 
Początek decydującej fazy Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
13.03.2016.

Początek decydującej fazy

 

Stanisław Michalkiewicz http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3603

 

Komentarz  •  tygodnik „Goniec” (Toronto)  •  13 marca 2016

 

Wprawdzie w mediach, zarówno tych ubeckich, jak i tych życzliwych rządowi – bo generalnie podział coraz wyraźniej przebiega wzdłuż tej linii – od środy aż huczy od komentarzy na temat „sporu” między rządem a Trybunałem Konstytucyjnym – ale żadnego „sporu” tutaj nie ma.

To znaczy – oczywiście jest, ale to tylko powierzchnia zjawiska, bo tak naprawdę, to prezes Trybunału Konstytucyjnego, pan prof. Andrzej Rzepliński, krok po kroku realizuje scenariusz wysadzenia w powietrze zarówno wybranego w maju ub. roku prezydenta państwa, jak i rządu utworzonego po jesiennych wyborach, by w ten sposób ponownie doprowadzić do kierowania państwem poprzez polityczną ekspozyturę Stronnictwa Pruskiego, za jaką uważam Platformę Obywatelską oraz „Chamów”, to znaczy przedstawicieli największych ubeckich dynastii, którzy w tym celu sprzymierzyli się z „Żydami”, to znaczy – nie tylko z przedstawicielami „lewicy laickiej”, a więc dawnymi stalinowcami w drugim, a nawet już trzecim pokoleniu, ale również z Żydami sensu stricto, to znaczy – z lobby żydowskim w Polsce i za granicą.

Kto jest autorem scenariusza, który krok po kroku realizuje drapujący się w togę Katona pan prof. Andrzej Rzepliński – tego oczywiście nie wiemy, ale nietrudno się tego domyślić. Z obfitości serca bowiem usta mówią, a w tej sprawie najbardziej wymowna była od początku prasa niemiecka oraz media kontrolowane przez lobby żydowskie zarówno w Polsce, jak i za granicą. Is fecit cui prodest – ten zrobił, kto skorzystał – powiadali starożytni Rzymianie – a któż może skorzystać na interwencji w Polsce w ramach zapisanej w traktacie lizbońskim tak zwanej „klauzuli solidarności”? Jak wiadomo przewiduje ona, że w przypadku zagrożenia demokracji w kraju członkowskim UE, Unia, na prośbę tego państwa, może udzielić mu „bratniej pomocy”, również w postaci interwencji wojskowej.

Z brzmienia zapisów traktatu wynika, że z taką prośbą powinny zwrócić się władze zainteresowanego kraju, ale cóż zrobić w przypadku, gdy zagrożenie dla demokracji wypływa właśnie od tych władz? Wtedy ktoś musi je wyręczyć i właśnie dlatego Wojskowe Służby Informacyjne, których oficjalnie „nie ma”, ale ta nieobecność stanowi tylko wyższą formę obecności, na bazie rozbudowanej w okresie dobrego fartu agentury, wokół której zaroiło się od osób zagrożonych utratą alimentów, no i oczywiście – pożytecznych idiotów, którzy myślą, że z tymi zagrożeniami demokracji to wszystko naprawdę – otóż właśnie dlatego WSI utworzyły Komitet Obrony Demokracji.

Na jego fasadzie umieściły naturszczyka, współczesną edycję „Bolka”, w osobie pana Mateusza Kijowskiego, filuta „na utrzymaniu żony”, który już był w Brukseli przyjmowany z rewerencją należną głowie państwa. Zadaniem KOD jest wykorzystanie sytuacji zaognianej przez pana prezesa Rzeplińskiego do wywołania pod pretekstem obrony demokracji rozległych rozruchów połączonych z niszczeniem mienia i aktami przemocy, by w ten sposób sprowokować rząd do ich pacyfikacji i wykorzystać to do oskarżenia go o stosowanie „państwowego terroryzmu” - bo impulsem do uruchomienia procedury opisanej w „klauzuli solidarności” jest właśnie zagrożenie demokracji z powodu „terroryzmu”.

Jak widzimy, role w realizacji scenariusza nie tylko zostały precyzyjnie rozpisane, ale są krok po kroku realizowane z iście niemiecką pedanterią, wspieraną przez żydowską hucpę, która nie cofa się nawet przed wykorzystaniem w antypolskiej propagandzie syna kata Polaków Hansa Franka. Skoro wszyscy tak się uwijają wokół wysadzenia w powietrze aktualnego polskiego rządu, to muszą mieć na uwadze niebagatelne korzyści – bo samą demokracją w Polsce nikt by się tak nie przejmował.

Otóż Niemcy pewnie liczą, że w tym zamieszaniu uda im się załatwić remanenty, które czekają na załatwienie już 70 z górą lat, a Żydzi – że WSI odwdzięczy im się za odsuniecie zagrożenia utratą korzyści z dotychczasowej okupacji kraju i nakaże swoim figurantom w rodzaju pani Ewy Kopaczowej z psiapsiółkami, zrealizowanie tak zwanych roszczeń majątkowych. Rysuje się zatem scenariusz rozbiorowy. Co z tego będzie miał pan prof. Andrzej Rzepliński – trudno zgadnąć, chyba, że liczy na to, iż interwenci zrobią go prezydentem powstałego w ten sposób bantustanu, podobnie jak Breżniew w swoim czasie osadził na afgańskim tronie Babraka Karmala, a później Amerykanie – Hamida Karzaja.

Ano, skoro prezydentem naszego nieszczęśliwego kraju był Lech Wałęsa, czy Aleksander Kwaśniewski, to dlaczego nie mógłby nim zostać pan prof. Andrzej Rzepliński, który właśnie próbuje zatrzeć nieprzyjemne wrażenie wysługiwania się komuchom w PZPR ciułaniem sobie legendy nieprzejednanego obrońcy demokracji i praworządności.

Niestety mimo osobistych starań, a także pompowania przez ubeckie i żydowskie media, nadal śmierdzi mu z tyłka. Oto bowiem, kiedy w czerwcu ub. roku sejmowa większość zdominowana przez PO i PSL wybrała „nadprogramowych” sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, to pan prof. Rzepliński przeszedł do porządku nad tym naruszeniem prawa. Dlaczego? Przecież nie dlatego, by tego nie zauważył. Posądzenie pana prof. Rzeplińskiego o taki brak spostrzegawczości byłoby niegrzeczne. Skoro zatem sprawiał wrażenie, jakby nie zauważył, to pewnie dlatego, że był dopuszczony do konfidencji i wiedział, że jest to prowokacja, obliczona na wciągnięcie PiS w działania balansujące na granicy prawa, albo ją przekraczające.

Wprawdzie nie ma pewności, czy owi „nadprogramowi” sędziowie TK też byli dopuszczeni do konfidencji, ale trudno uwierzyć, by tacy tędzy prawnicy nie zdawali sobie sprawy z tego, co się dzieje. A jeśli zdawali sobie sprawę i pozwolili wybrać się w tym trybie, to niestety muszę uznać ich za szubrawców pozbawionych kwalifikacji moralnych wymaganych do sprawowania funkcji sędziego. Podobnie od tego momentu za szubrawca muszę uważać również pana prof. Andrzeja Rzeplińskiego.

PiS dał się w pułapkę wciągnąć – prawdopodobnie dlatego, że i Jarosław Kaczyński nie miał najmniejszych złudzeń co do sędziów TK - że mianowicie będą posłusznie i w podskokach blokować wszystkie ustawodawcze inicjatywy rządu pod pozorem ich „niekonstytucyjności”. Jest to zadanie dziecinnie łatwe, bo zawsze można orzec, że ustawa jest niezgodna z art. 2 konstytucji, stanowiącym, że RP jest „demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.”

Tylko absolwent wszystkich akademii pierwszomajowych Aleksander Kwaśniewski do spółki ze znanym z „postawy służebnej” nieboszczykiem Tadeuszem Mazowieckim, był w stanie umieścić tyle nonsensów w jednym krótkim zdaniu, które wskutek tego jest pełne wewnętrznych sprzeczności. A zgodnie z prawem Dunsa Szkota, z fałszywego zdania można wyprowadzić dowolny wniosek – z czego Trybunał Konstytucyjny skwapliwie i wielokrotnie korzystał – w sposób szczególnie rażący w roku 2007, kiedy zajmował się ustawą lustracyjną, która choćby z uwagi na tematykę i zagrożenia dla konfidentów uplasowanych w międzyczasie na ważnych stanowiskach państwowych, musiała wzbudzać żywe zainteresowanie oficerów prowadzących.

Dowody tej skwapliwości widać było i wcześniej, kiedy TK zajmował się uchwałą lustracyjną Sejmu. Postępowanie w tej sprawie zakończyło się o godzinie 14.30, a już półtorej godziny później TK ogłosił wyrok, a następnie pan prof. Andrzej Zoll odczytał 30 stron maszynopisu uzasadnienia.

Teraz było jeszcze bardziej osobliwie, bo z Trybunału nie tylko „wyciekł” projekt wyroku przed jego ogłoszeniem, ale uzasadnienie liczyło około 200 stron. Najwyraźniej Trybunał musiały wspierać proroctwa – co jest oczywiście przypuszczeniem uprzejmym, bo mniej uprzejmie trzeba byłoby podejrzewać, że sprawa od samego początku była przesądzona.

Dodatkową poszlakę stanowi fakt, że pan prezes Rzepliński, zanim jeszcze rozpoczęło się postępowanie przed TK postanowił zignorować nowelizację ustawy o TK. Ponieważ nie mógł jeszcze wiedzieć, że jest niekonstytucyjna, musimy przyjąć, że zignorował ją, bo mu się nie podobała. Jemu – a także oficerom prowadzącym – bo nie chce mi się wierzyć, żeby akurat w Trybunale Konstytucyjnym, od którego tak wiele przecież zależy, nie było żadnych konfidentów. Przeciwnie – wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że wszyscy są tam konfidentami – bo jakieś kryteria doboru muszą przecież być.

Prowokacja, w jaką dał się wciągnąć rząd, zaowocowała kolejnymi dziwactwami, a nawet łajdactwami. Najwyraźniej rząd musiał dojść do wniosku, że vim vi repellere licet, co się wykłada, że siłę godzi się odeprzeć siłą – a że trzeba było do tego dorabiać coraz to bardziej karkołomne uzasadnienia zarówno z jednej, jak i drugiej strony – doszło wreszcie do zaognienia konfliktu, w który coraz wyraźniej angażują się różne ośrodki zagraniczne, przede wszystkim – Niemcy i Żydzi. Najwyraźniej coraz szybciej nasz nieszczęśliwy kraj zmierza do scenariusza rozbiorowego.

Na tym tle osobliwie, a nawet komicznie zabrzmiał apel, z jakim europoseł Janusz Korwin-Mikke zwrócił się do naszej niezwyciężonej armii, żeby przejęła władzę i w ten sposób ratowała państwo. Apel osobliwy, a nawet komiczny z dwóch powodów. Po pierwsze – po 18 czerwca ubiegłego roku RAZWIEDUPR, który co najmniej od stanu wojennego przejął w Polsce władzę i sprawował ją za fasadą demokratycznych dekoracji, został wpisany przez Amerykanów na listę „naszych sukinsynów” i dlatego może dzisiaj wojować z PiS-owskim rządem. W przeciwnym razie żadnej wojny by nie było, a każdy, kto by próbował ją rozpocząć, wylądowałby albo w ziemi, albo w bazie Guantanamo. Skoro tedy RAZWIEDUPR jak dotąd utracił jedynie fasadę władzy, ale nadal kontroluje nie tylko jej zaplecze, ale – poprzez agenturę - kluczowe segmenty gospodarki i całe segmenty aparatu państwowego z wymiarem sprawiedliwości na czele – to jakże ma władzę dopiero „przejąć”? Nie można „przejąć” tego, co się ma, to chyba jasne?

A – po drugie – nawet gdyby tak nie było, nawet gdyby punkt ciężkości władzy rzeczywiście spoczywał u nas w konstytucyjnych organach państwa, to oczekiwanie, że nasza niezwyciężona armia byłaby zdolna do przejęcia władzy, a zwłaszcza do jej sprawowania w interesie państwa, może wywołać wyłącznie niezamierzony efekt komiczny. Tworzące trzon naszej niezwyciężonej armii grono poprzebieranych w mundury urzędników o żadnej władzy nie myśli. Jeśli już – to o jak najszybszym przejściu na emeryturę – i stanie po stronie każdego, kto mu to obieca. Dlatego nie mam wątpliwości, że kiedy scenariusz rozbiorowy wejdzie w fazę realizacji, nasza niezwyciężona murem stanie po stronie „demokracji i praworządności”, czyli – po stronie interwentów.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Zmieniony ( 15.03.2016. )
 
73 lata temu Hitler wprowadził aborcję. Promotorzy mordowania dzieci ogłoszą 9 marca swoim świętem? Drukuj Email
Wpisał: Adolf i Soso   
09.03.2016.

73 lata temu Hitler wprowadził aborcję na terenach Polski. Kiedy promotorzy mordowania dzieci ogłoszą 9 marca swoim świętem?

 

2016-3-9 

źródło  

Dwóch pierwszych przywódców europejskich, którzy wprowadzili aborcję do prawodawstwa podległych im terenów to Józef Stalin i Adolf Hitler. Wszystkie przepisy zezwalające na mordowanie dzieci w łonach matek stanowią więc realizację ich duchowego testamentu. Pamiętajcie o tym, zwolennicy „wyboru”.

9 marca 1943 roku na okupowanych przez Niemców ziemiach polskich ukazało się rozporządzenie zezwalające Polkom na aborcję bez jakichkolwiek sankcji i kar z tego tytułu. Tymczasem aborcja niemieckiego dziecka karana była nawet śmiercią, choć była dopuszczalna, jeżeli posiadały one (lub mogły posiadać) wady wrodzone.

 Chodziło oczywiście o stworzenie idealnej „rasy panów”. Niemieckie dzieci miały rodzić się idealne. A polskie? Najlepiej, gdyby w ogóle ich nie było, w końcu w myśl rasistów spod znaki swastyki, byli to podludzie.

Martin Borman, sekretarz Hitlera mówił wprost: „płodność Słowian jest niepożądana. Niech używają prezerwatyw albo robią skrobanki - im więcej, tym lepiej”.

Sam Hitler powiedział zaś w 1942 roku: „W obliczu dużych rodzin tubylczej ludności, jest dla nas bardzo korzystne, jeśli dziewczęta i kobiety mają możliwie najwięcej aborcji. Osobiście zastrzelę tego idiotę, który chciałby wprowadzić w życie przepisy zabraniające aborcji na wschodnich terenach okupowanych”.

Źródło: interia.pl kra

Zmieniony ( 09.03.2016. )
 
Zobacz też…
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 37 - 86 z 528
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.