Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 28 gości
S T A R T arrow Społeczeństwo arrow wspomnienia arrow Niezwykła jest zwykłość - Wspomnienie o Michale Falzmannie
Monday 22 July 2019 18:34:28.27.
migawki

W młodzieżowych mistrzostwach … Europy - biegł Murzyn, Hassan, jako reprezentant kraiku azjatyckiego. Pewnie również wiek ma sfałszowany, ale to można by poznać po zębach, jak u konia.

                  21.07.19 Poznań, Zamość – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

21.07.19 Białystok – Pokutny Marsz Różańcowy „Marsz w obronie rodziny”

 
W Y S Z U K I W A R K A
Niezwykła jest zwykłość - Wspomnienie o Michale Falzmannie Drukuj Email
Wpisał: Małgorzata Kopczyńska -Dakowska   
19.04.2008.

[Michał – odkrywca „afery FOZZ”, zginął 18 lipca 1991 r. To wspomnienie wydrukowano w piśmie Diecezji Wrocławskiej Nowe Życie, nr. 2, w lutym 1997 r. Obecnie, w 2008 r., sprawa FOZZ i Jego w niej udział, są dalej przemilczane a jej rozwiązanie blokowane. Adm.]

            Wspomnienie o Michale Falzmannie

Niezwykła jest zwykłość

            Kiedy po raz ostatni widziałam Michała Falzmanna, za­padły w moją pamięć jego słowa: Trzeba przerwać ten rabu­nek, inaczej nasze dzieci i wnuki będą bez końca spłacać dług zaciągnięty i stale powiększany przez komunistycznych złodziei. Trzy dni później, 18 lipca 1991 r. zmarł na zawał serca. Miał niecałe 38 lat. Warto przybliżyć postać tego inspekto­ra Najwyższej Izby Kontroli, człowieka, który odkrył me­chanizm działania Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicz­nego (FOZZ) i zmusił instytucje państwowe do ujawnienia i nadania biegu "sprawie FOZZ".

            Dzisiaj temat ten nie jest już tak blokowany, jak 5 lat temu. TV pokazuje czasem setki tomów akt sprawy, "Życie Warszawy" zamieściło całą kolumnę rozmowy z prowadzą­cym śledztwo prokuratorem Januszem Kalwasem. Tamże (kursywą, w ramkach) podano, na podstawie analizy bie­głych, że gdyby pieniądze FOZZ zostały wykorzystane prawi­dłowo, kupiono by dług o wartości trzy razy wyższej. Nazwisko Falzmann nie pojawia się jednak już wcale, można wręcz odnieść wrażenie, że jest skrzętnie pomijane, tak, by nie ko­jarzyło się więcej z tą tajemniczą sprawą.

            Kim był, jaki był, w co wierzył, co zrobił (a czego zrobić nie zdążył) Michał Tadeusz Falzmann? Pozostawił po sobie cztery córki i syna. Zmarł na trzy dni przed drugą rocznicą urodzin najmłodszej Marysi. Za­pamiętałam to grzeczne, zdyscyplinowane dziecko, uderza­jąco podobne do ojca, które bez słowa protestu, w strugach ulewnego deszczu siedziało w wózeczku podczas długiej ce­remonii pogrzebowej. Starsze rodzeństwo – siostry Joanna, Zuzanna, Anna oraz brat Patryk liczyli sobie wówczas 15, 13, 9 i 11 lat.

            Warto, ze względu na obce brzmienie nazwiska Micha­ła wspomnieć o jego pochodzeniu irlandzko-niemieckim. Pradziad był budowniczym kolei warszawsko-wiedeńskiej, który osiadł w Polsce, a już jego dzieci - choć pozostały przy wyznaniu ewangelicko-augsburskim czuły się Polakami. Ży­jący do dziś ojciec Michała, Frank, był żołnierzem. Armii Krajowej, natomiast jego brat, Aleksander, pastor w ?odzi, za odmowę wpisania się na volkslistę został więźniem Oświęcimia i tam zginął.

            Michał Falzmann ukończył Wydział Ekonomiczno­ Społeczny ówczesnego SGPiS-u. Studiował zaocznie, cały czas pracując i utrzymując rodzinę. Tamte czasy charakte­ryzowało "przyrastanie do posad", które często były syne­kurami. Michał był mobilny - często zmieniał pracę, nie tylko w poszukiwaniu lepszych zarobków, lecz także - inte­resujących go problemów. Pracował jako księgowy i do­radca ekonomiczny m.inn. w KAW-ie, Mostostalu, w kilku firmach polonijnych i jako inspektor w Izbie Skarbowej. Czasami wykonywał bilanse różnych przedsiębiorstw jako prace zlecone. Miał niebywałą orientację i intuicję w rozszyfrowywaniu wstydliwych tajemnic różnych instytucji.

            Dobrze zorientowany w istnej karuzeli stanowisk w sferach finansowych PRL, gdzie osoby spalone na jednym stanowisku znikały, aby następnie wypłynąć na innych, często wyższych , często wyższych stanowiskach, był zapewne również dobrze znany „tamtej stronie" .

            Istnieją podstawy do domniemania, że pewne zlecenia dawano mu jako swego rodzaju test: jeśli Falzmann się nie połapie - nikt się nie połapie. Tak się jednak na ogół zdarza­ło, że Falzmann się "połapywał" i odmawiał uwiarygadnia­nia swym nazwiskiem wątpliwych rozliczeń. Chodziło naj­częściej o sumy ogromne, a odmowa oznaczała kłopoty. Niejednokrotnie były to otwarte pogróżki. Kiedy wykonu­jąc bilans pewnej firmy, z nazwy zajmującej się unowocze­śnianiem rolnictwa, a w istocie transferem zaawansowa­nych technologii do ZSRR (istniało wówczas embargo), odmówił firmowania swoim podpisem fałszywej analizy ekonomicznej i przyjęcia pieniędzy za wykonaną pracę, usłyszał: Nie myśl Pan, że się tak łatwo z tego wyplączesz. ?a­twiej dostaniesz Pan zawału. Kiedy, jako inspektor NIK, roz­począł kontrolę FOZZ, groźby, pogróżki, naciski i szantaże stały się jego chlebem codziennym.

            Śledztwo w sprawie FOZZ trwa już ponad 5 lat. Od po­nad pięciu lat nie żyje ten, który ujawnił tę - jak twierdzi się dzisiaj oficjalnie - największą aferę finansową w dziejach Polski. Z osób, które Michał Falzmann wskazywał w swoich notatkach służbowych jako odpowiedzialnych za utratę przez Polskę zawrotnych sum, jedni robią dziś wielkie inte­resy jako biznesmeni, inni karierę polityczną. Jedynymi, jak dotąd, skazanymi w związku ze sprawą FOZZ, są dzien­nikarze, którzy odważyli się przerwać zmowę milczenia. [Parę zyc-priedsiedatielej skazano parę lat później, ale ryby uciekły. Przedawniło się..  Adm., ’08 r ]

            Pozostawiając rozwikłanie zagadki FOZZ prokuratorom i sędziom, wróćmy do postaci Michała Falzmanna w kon­tekście tej jego ostatniej pracy. Nie miał do niej, bynaj­mniej, stosunku euforycznego. W dniu 21 kwietnia 1991 roku zapisał w swoim dzienniku: Dalsza praca to osobiste śmiertelne niebezpieczeństwo. Szans na sukces nie widzę żad­nych. Pracę tę jednak z determinacją kontynuował, gdyż uważał, że skoro ją zaczął, to powinien ją doprowadzić do końca.

            W czasie kontroli odbywał wiele rozmów z ludźmi na najwyższych stanowiskach i zadawał im pytania, na które nie chcieli odpowiadać: Podczas którejś z rozmów "na wy­sokim szczeblu" zaproponowano mu ,,układ": Z tamtej strony poleci głowa Pana X, a Pan Inspektor zostawi już tę sprawę. Albo niech Pan sam wskaże, kogo usunąć... Odpowiedź Mi­chała była krótka: A cóż mnie ten  ....  obchodzi!

Nie miał złudzeń, że przy istniejących błędach systemo­wych każda luka w strukturze zostąnie natychmiast wypeł­niona przez kogoś innego, kto będzie robił to samo.

            A przecież, obok tych wszystkich trudnych spraw zawo­dowych, toczyło się 'normalne życie codzienne: wyjazdy w góry (np. wspaniały pobyt w prymitywnej bacówce z półtoraroczną Marysią, przy 30- stopniowym mrozie panującym wówczas w Gorcach), wycieczki do Kampinosu  i niezliczo­ne spacery po Warszawie, często połączone z wyjazdem do odległych, „egzotycznych” dzielnic stolicy.  Wiedli życie niecelebrowane i może dlatego, przy całym obciążeniu znaleźli czas na to, co najistotniejsze : więź rodzinną. Charakterystyczna dla Michała aktywność, połączona z „drążeniem do dna” przedmiotu jego zainteresowań dotyczyła jeszcze innej sfery: wiary i religii.

            Rodzice Michała, zapewne z powodu różnicy wyznanio­wej, mieli bierny stosunek do praktyk religijnych i Micha­ła nie ochrzcili. Przyjął chrzest bardzo późno, mając 34 la­ta, a zaraz potem zapisał się na studia w filii Papieskiej Aka­demii Teologicznej. Wkrótce jego biblioteka teologiczna budziła wśród znajomych zdziwienie i niedowierzanie. On sam codziennie uczestniczył we Mszy św. i przyjmował Ko­munię Św.

            W teczce jego, obok pęczniejących notesów z zapiskami (robionych równolegle z codziennymi "notatkami służbo­wymi", przeznaczonymi dla przełożonych w NIK) zwykle znajdowała się Ewangelia. Bywały też i podręczniki teolo­giczne, zwłaszcza, gdy zbliżała się pora egzaminów, jak pa­miętnej wiosny 1991 roku.

            Ze śmiercią Michała skończyły się rodzinne spacery i prowadzone podczas nich rozmowy: rodziców między sobą i z dziećmi.

            Żona Michała, Iza, z właściwym jej, przesadnym obiek­tywizmem, mówi: W czasie pracy Michała w NIK miało miej­sce wiele trudnych do zakwalifikowania wydarzeń, jak np. pogróżki telefoniczne. Pewnego dnia na ulicy, przed kościołem św. Barbary pewna pani usiłowała wcisnąć mu gruby plik zielonych banknotów... Ale hipotezy nie potwierdzone odrzucam - doda­je, ucinając snucie domysłów wokół szeregu dziwnych incydentów, mających miejsce tak przed śmiercią męża, jak i później. Zauważ - powiada - że niezwykła jest zwykłość. Michał tylko po prostu uczciwie i konsekwentnie wykonywał to, co do niego należało.

 
Małgorzata Kopczyńska -Dakowska

 
W dniu 16 stycznia 1997 roku Rada Miejska Wrocławia nadała imię Michała Falzmanna ulicy łączącej ulicę Poświęcką z ulicą Henryka Kamieńskiego na Poświętnem we Wrocławiu

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.